Podnośnik podsufitowy szynowy pozwala na podniesienie z wózka na łóżko. Pani Beatrycze Berger nie chodzi od dziewięciu lat, taki podnośnik to dla niej luksus. Kosztuje kilka tysięcy złotych. To dar od przyjaciół i bliskich. Ale na nowy wózek już nie może sobie pozwolić. Jak mówi
- Po prostu ja nie mam na wpłatę, którą musiałabym wnieść. Swój wózek kupiła w 2003 roku. Kosztował dużo, ponad siedem tysięcy złotych, bo jest z najlżejszych metali.
Narodowy Fundusz Zdrowia do wózków dopłaca tylko osiemset złotych. Resztę pacjenci muszą pokryć sami.
- Ludzie narzekają, że jest drogo. Ale nic na to nie poradzimy. Po prostu ceny były ustalanie dwanaście lat temu. Te limity, wszystko poszło w górę i trzeb dopłacać – powiedział Stanisław Kwasiborski ze sklepu zaopatrzenia ortopedycznego w Białymstoku.
Limity dopłat Narodowego Funduszu Zdrowia są żenująco niskie i nie zmieniane od wielu lat. Nie wystarczają na najtańszy sprzęt, między innymi na aparaty słuchowe, protezy, cewniki. Na dodatek przyznawane są tylko raz na określony czas. A limity na przykład na worki stomijne, cewniki czy pieluchomajtki zapewniają niepełnosprawnym tylko niewielką część zapotrzebowania. Jak tłumaczy Adam Dębski z podlaskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia
- Rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia określa, jak często pacjent ma prawo korzystać z określonych świadczeń. Nawet gdybyśmy mieli więcej pieniędzy nie moglibyśmy zdecydować, że jakieś świadczenie należy się pacjentowi częściej.
W oddziałach Narodowego Funduszu Zdrowia brakuje pieniędzy na bieżące refundację. Na dofinansowanie aparatu słuchowego, czy wózka trzeba czekać po kilka miesięcy.
Dorota Kuc, Obiektyw
Zapraszamy do dyskusji na naszym forum