W Szkole Podstawowej nr 26 owoce i warzywa, za które płaci Unia Europejska, dostaje teraz blisko trzysta dzieci z klas I-III. Tak będzie do 7 lutego. Co dalej - nie wiadomo. Jak mówi Alicja Kruczkowska, dyrektor SP nr 26 w Białymstoku
- Do 8 stycznia mamy podpisaną umowę dostarczyć i tu spotkała nas niespodzianka, bo żadna z białostockich firm nie jest w stanie dostarczyć nam owoców.
Do obsłużenia blisko dwustu pięćdziesięciu podlaskich szkół zgłosiło się ośmiu dostawców. Z Białegostoku jeden i właśnie się wycofał, bo jak tłumaczy jej szef - rozbudowuje firmę. We wszystkich białostockich podstawówkach trwa więc gorączkowe poszukiwanie dostawcy.
SP nr 26 być może będzie dostawała owoce aż z Gołdapi.
Czas na szukanie dyrektorzy mają tylko do piątku. Za to już od wielu miesięcy dostawcy narzekają, że przepisy dotyczące dostarczania dzieciom warzyw i owoców są nieżyciowe. Niektóre trzeba kroić na przykład w słupki, plasterki są przez Unię niedozwolone.
- Cały czas trwają prace, aby te procedury uprościć, dostosować do realiów, żeby więcej dostawców się zgłaszało – mówi Wojciech Kasjanowicz z Agencji Rynku Rolnego w Białymstoku.
Na razie umowy na dostarczanie owoców i warzyw i soków podpisało tylko piętnaście podlaskich szkół.
Jeśli nic w programie się nie zmieni, to w następnym semestrze z darmowymi owocami uczniowie białostockich szkół będą musieli się po prostu pożegnać.
Małgorzata Kotarska-Ołdakowska, Obiektyw