7-letni Damian urodził się z bardzo rzadką chorobą genetyczną - dlatego ma nadwagę, jest mniej rozwinięty niż rówieśnicy. Problemem jest to, że niedawno wykryto u niego dodatkową śmiertelną chorobę - nadciśnienie płucne. Bez rurek z tlenem może wytrzymać pięć - dziesięć minut.
Rodzice boją się o jego życie. Już dwa razy był w stanie krytycznym.
- Robimy co w naszej mocy. Potrzebny jest nam bezprzewodowy koncentrator tlenu tzw. przenośny, żeby gdziekolwiek wyjść. No nie ukrywajmy droga rzecz, kosztuje dwadzieścia tysięcy – mówi Wojciech Malinowski, tata chorego Damiana.
W domu ma koncentrator tlenu stacjonarny, na prąd. Ogranicza jego życie jak łańcuch.
Lekarze z hospicjum, którzy opiekują się Damianem, chcieliby mu pomóc. Zbierają pieniądze poprzez fundację „Pomóż im”. Rodzice zabiegają o sfinansowanie koncentratora tlenu w różnych instytucjach i fundacjach. Na razie bez skutku.
- Na wszystko jest potrzebne dużo papierów. Na razie nie mamy odzewu. Czekamy na dokumenty z MOPR-u, ale to powiedzieli nam, że mają na to rok. To jest paranoja – mówi Anna Malinowska, mama chorego Damiana.
Dopóki Damian nie będzie miał przenośnego koncentratora tlenu, każde wyłączenie prądu może skończyć się dla niego tragicznie. A o wyjściu z domu rodzice i Damian mogą tylko marzyć.
Dorota Kuc, Obiektyw
Numer konta 44116022020000000097765536 z dopiskiem koncentrator dla DamianaZapraszamy do dyskusji na naszym forum