Aminat nie zna polskiego. Jej mąż, Rustam Dadaev starał się o status uchodźcy w Warszawie trzy razy. W końcu został zatrzymany i przywieziony do ośrodka dla cudzoziemców w Białymstoku. W Pruszkowie Aminat została z czwórką dzieci.
Kiedy Rustam mieszkał z rodziną w Pruszkowie, pracował na czarno. Naprawiał samochody, pomagał sąsiadom, kosił trawę. Zawsze coś dorobił. Teraz rodzina została bez środków do życia. Mieszkają w piwnicy. Dzieci wciąż chorują. Żona Rustama nie pracuje. W Polsce jest nielegalnie i grozi jej deportacja. Rustam Dadaev jest załamany sytuacją.
Sąd Rodzinny w Białymstoku zadecydował, że Rustam nie może wrócić do rodziny w Pruszkowie. Nie ma wystarczających dowodów na to, że rodzina go potrzebuje. Jak tłumaczy sędzia Joanna Toczydłowska, rzecznik Sądu Rejonowego w Białymstoku
- Złożone zaświadczenie, to znaczy karta wypisowa ze szpitala jednego z dzieci była z daty majowej ubiegłego roku.
Rustam może się kontaktować z rodziną telefonicznie. Dozwolone są też widzenia.
- Trzeba wypełnić specjalny wniosek kierowany do naczelnika strzeżonego ośrodka i ten naczelnik w ciągu 14 dni podejmuje decyzję czy zgadza się na widzenie - mówi mjr Anna Wójcik, rzecznik prasowy Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej.
Rustam zostanie w ośrodku do siedemnastego grudnia. Co będzie dalej? Prawdopodobnie zostanie deportowany.
Według Urzędu do Spraw Cudzoziemców, cudzoziemcowi nadaje się status uchodźcy, jeżeli obawia się on prześladowania w kraju pochodzenia z powodu: rasy, religii, narodowości lub przekonań politycznych. Według urzędników Rustam Dadaev tych warunków nie spełnia. Mimo, że walczył w trakcie wojny w czeczeńskich bojówkach. Nie potrafi udowodnić sądowi, że był partyzantem. A jak nie ma dowodów, nie spełnia kryteriów.
(mk)
za: Obiektyw TVP Białystok
Zapraszamy do dyskusji na naszym forum