• Wersja do druku
  • -AA+A

Balon wylądował na polu. Rolnik się wkurzyl

19:00, 30.07.2010
Balon wylądował na polu. Rolnik się wkurzyl Loty balonem to coś dla śmiałków - nie tylko ze względu na wysokość na jaką się wznoszą, ale i gdzie lądują. Przekonali się o tym uczestnicy pierwszych toruńskich zawodów balonowych, którzy wylądowali na prywatnym polu. Właścicielowi bardzo się to nie spodobało.

Loty balonem to coś dla śmiałków - nie tylko ze względu na wysokość na jaką się wznoszą, ale i gdzie lądują. Przekonali się o tym uczestnicy pierwszych toruńskich zawodów balonowych, którzy wylądowali na prywatnym polu. Właścicielowi bardzo się to nie spodobało.


Podziel się:   Więcej

Najpierw długi lot i piękne widoki, a potem twarde lądowanie, często w nieprzewidzianym wcześniej miejscu.

Powitanie zgotowane załodze balonu przez gospodarzy czasami też zresztą trudno przewidzieć. - To nie jest pana pole. Na ch.... pan tu wlazł ! - to reakcja jednego z podtoruńskich rolników po tym, jak na jego polu wylądował balon, a po pilotów przyjechał specjalny samochód. Reakcja, delikatnie mówiąc, mało przyjazna. - Pan nie miał prawa wjechać. A na drugi raz wezmę dubeltówkę i rozp...ę wszystko, zrobię rozpierduchę, bo tak w Ameryce można - wykrzykiwał rolnik.

Balony latają nad Polską ziemią, więc na szczęście nie było to konieczne. Skończyło się na polubownym rozwiązaniu sporu, choć na miejsce wezwano policję. - Policjanci pojechali na miejsce. Jak się okazało, nasza interwencja nie była konieczna, dlatego, że obie  strony doszły już do porozumienia - informuje podinsp. Wioletta Dąbrowska, rzecznik KMP w Toruniu.

Miłośnicy lotów balonem tłumaczą, że to sport piękny, ale i nieprzewidywalny. Dlatego nie zawsze są w stanie wylądować w zaplanowanym wcześniej miejscu. - Zdarza się to, że on po prostu nie ma gdzie wylądować i jeżeli jest zmuszony lądować na uprawie, stara się tak wylądować, żeby poczynić jak najmniejsze szkody. Ląduje gdzieś na skraju, w pobliżu drogi - tłumaczy Jerzy Wiśniewski, organizator 1. Toruńskich Zawodów Balonowych.

W zdecydowanej większości przypadków, zawodnicy są przyjmowani przez gospodarzy z otwartymi ramionami. Jednak bywa też inaczej. - Zdarza się, że ktoś wyleci z widłami i powie załóżmy, że balon wylądował dobrze, ale samochód po niego nie może wjechać. I nieraz trzeba tam po 400-500 metrów te ciężkie elementy balonu nosić - opowiada Janusz Zdulski, szef sekcji baloniarstwa Aeroklubu Pomorskiego w Toruniu.

Zawodnicy podkreślają, że balony są ubezpieczone. I nawet jeśli podczas lądowania wyrządzą szkody, to pieniądze z polisy i tak pokryją straty.

Mariusz Kluszczyński

 
 
 
...