Najpierw zabawy w Indian. Potem książki Karola Maya i film „Winnetou” - droga do fascynacji czerwonoskórymi wojownikami była u wielu osób podobna. Teraz mają własne tipi, oryginalne ubrania, ale to już nie zabawa a poważna fascynacja i sposób na życie. Indianiści - bo o nich mowa- wybrali kontakt z naturą i radość z prostych rzeczy. Jednym słowem filozofię Indian z Ameryki Północnej. -
Cywilizacja tak się rozpędziła, że tak szybko żyjemy, że nie mamy czasu na te podstawowe rzeczy o których mówią Indianie: żeby nie żyć szybciej niż bije serce, bo będzie to życie niezbyt ciekawe – uważa Jan Rzatkowski ze Sztumu.
Prawdziwi Indianie i ci, którym ich kultura jest szczególnie bliska, spotkali się na 35. „Zlocie Polskiego Ruchu Przyjaciół Indian” w Prosperowie. Nie zabrakło rękodzieła opartego na tradycyjnych wzorach, oryginalnych tipi z ogniskiem w środku.
- To jest kwestia symboliki ognia, która jest dla Indian bardzo ważna mokasynów, warkoczyków i tabaki, czyli wszystkiego z czym Indianie się kojarzą. Nam się czasami wydaje - i to mówię z pełną odpowiedzialnością - że my jesteśmy bardziej indiańscy niż sami Indianie, ponieważ staramy się sięgać do pewnych korzeni – wyznaje Adam Piekarski, organizator zlotu.
I to z sukcesem. Rdzenni Indianie z zachwytem obserwowali Polaków kultywujących ich wartości i sposób życia. -
Są miejsca gdzie Indianie mieszkają w takich warunkach, żeby utrzymać tradycję. Natomiast nie zawsze filmy pokazują takie prawdziwe życie. Wszystko jest nastawione w dzisiejszych czasach na marketing amerykański – mówi Luis Duenas, Indianin z Peru.
Zlot Indianistów i ich przyjaciół potrwa do końca lipca. Wśród atrakcji są m.in. pokazy tańca, seanse filmowe i konkursy strzeleckie.
Marta Jastrzębska