Kłęby dymu i ogień, który opanował całą górną kondygnację budynku. W wyniku sobotniego pożaru spłonął dach oraz pomieszczenia na poddaszu kamienicy przy ulicy Stodólnej we Włocławku. Podczas akcji ratownieczej zostały także zalane stropy kamienicy. Mieszkańców bezpośrednio po pożarze przewieziono do schroniska przy ulicy Karnkowskiego. Miasto zapewniło też poszkodowanym mieszkania zastępcze. Pomoc trafiła jednak tylko do lokatorów budynku, nie jego właścicieli. Ci choć w budynku mieszkali i także ponieśli straty, na pomoc miasta liczyć nie mogą. -
Z własnych pieniędzy wykupiliśmy mieszkanie, wyremontowaliśmy je i teraz zostało zalane, zostaliśmy praktycznie z niczym - mówi Izabela Groblewska, współwłaścicielka kamienicy.
Osób takich jak pani Izabela jest kilkanaście. W remont mieszkań włożyli oszczędności i wysiłek. Niektórzy na własne mieszkanie pracowali całe życie. Paradoksalnie w lepszej sytuacji od właścicieli mieszkań są ich lokatorzy, którzy zgodnie z decyzja urzędu mieszkali w kamienicy od kilkudziesięciu lat. Obowiązujące wówczas prawo dało im szczególny przywilej. -
W tym konkretnym przypadku mają możliwość uzyskania mieszkań zastępczych z zasobów gminy i miasta Włocławek - zapewnia Jacek Wojciechowski, zastępca prezydenta Włocławka.
Właściciele kamienicy nie ukrywają rozgoryczenia. Większość z nich po pożarze przeprowadziła się do rodzin, nie stać ich nawet na wynajem mieszkania. Miasto proszą o wsparcie finansowe w rozbiórce kamienicy. -
Takie coś, rozbiórka, będzie kosztować z 50 tysięcy. Kto to weźmie? Nie mamy tu wszyscy pojęcia. Wziąć sznurek i powiesić się - załamuje ręce Czesław Trzciński.
Władze zapewniają, że wykorzystały już wszelkie prawne możliwości pomocy pogorzelcom. Za rozbiórkę kamienicy jej właściciele będą więc musieli zapłacić z własnej kieszeni. Mogą także ubiegać się o mieszkania komunalne, ale ich wnioski nie będą rozpatrywane poza kolejnością.
Katarzyna Skrzypiec