Drzwi sklepu charytatywnego w Bydgoszczy ciągle się otwierają. Jedni chcą coś bezinteresownie oddać, inni kupić. Klientów nie brakuje, więc wybór jest szeroki. Naczynia, serwisy, odzież, buty, obrazy, ksiązki, ale nawet takie rarytasy jak jedna z pierwszych rosyjskich maszyn do liczenia, tzw. arytmometr - takie przedmioty nadają temu miejscu wyjątkowy klimat. - Bardzo dużo ludzi, którzy są stałymi klientami to np. za komplet szklanek, który kosztuje 8 złotych, rzucają 10 - mówi Róża Suska, pracownik sklepu.
Złotówek nikt tu nie żałuje, bo cel jest szczytny. Dochód w całości przeznaczany jest dla najbardziej potrzebujących pacjentów Hospicjum Sue Ryder. Czasami rzeczy trafiają bezpośrednio do nich.
A jest komu pomagać. Dom Sue Ryder opiekuje się także 500 osobami w ich domach. Niektórym brakuje pieniędzy nawet na leki. - Jeżeli potrzeby dotyczą odzieży, sprzętu domowego, to wtedy możemy takiej rodzinie od razu pomóc – zapewnia dr Andrzej Stachowiak, kierownik NZOZ Domu Sue Ryder.
Sklep powstał z inicjatywy Sue Ryder, która kiedyś odwiedziła Bydgoszczy. W całym kraju jest tylko kilka takich miejsc.
Krystyna Rymaszewska