Domisie
- Wyślij znajomemu
Wiadomość została wysłana.
- Wersja do druku
- -AA+A
Bajka o Krzykaczach i Szeptaczach
15:35, 22.03.2009
Za górami, za lasami, na jednym brzegu rzeczki mieszkali Krzykacze, a na drugim Szeptacze
- Hej, hej tam! – wołali – jest tam kto?
A Szeptacze, cichutko, szu-szu-szu, odpowiadali – jesteśmy.
- Co mówicie? Nic nie słyszymy? – wydzierali się Krzykacze
- Przecież mówimy wyraźnie, tylko cichutko – odpowiadali Szeptacze – jesteśmy, jesteśmy.
-Co takiego? Mówcie głośniej! – wrzeszczeli Krzykacze
-Ale my nie lubimy krzyczeć – szeptali Szeptacze.
-Cooo? – Krzykacze nic nie słyszeli.
-Nic, nic, nic – szeptali Szeptacze i zakładali sobie zatyczki do uszu, żeby nie ogłuchnąć od tych wrzasków Krzykaczy.
I tak kończyły się rozmowy nad rzeczką.
Aż pewnego dnia Krzykacze tak krzyczeli, tak wydzierali się na całe gardło, tak nawoływali się, że wieczorem dostali strasznej chrypki. Zrobiło się tak cicho, że wreszcie można było słyszeć pluskanie rzeczki. Zaniepokojeni ciszą Szeptacze przyszli na brzeg. - Co się dzieje? – zaszeptali – Czy jest tam kto? A Krzykacze odpowiedzieli zachrypniętym szeptem: - Oj boli, boli nas gardło! Szeptacze wyjęli zatyczki z uszu, bo nic nie usłyszeli i zapytali znów: - Co z wami? Czy wszystko w porządku? Czemu nie krzyczycie? - Gardła nas bolą, okropnie – zachrypieli Krzykacze. - Słyszycie? – zaszemrali Szeptacze – Bolą ich gardła, to wszystko przez te wrzaski. -Pomocy! – chrypieli Krzykacze.
I wtedy Szeptacze wsiedli do łódeczki i przeprawili się na drugi brzeg. A każdy Szeptacz zabrał ze sobą buteleczkę syropu na gardło. I wyleczyli Krzykaczy. Ale od tego dnia Krzykacze postanowili nie krzyczeć tyle ani tak głośno. A Szeptacze przestali nosić w uszach zatyczki.
Tekst: A. Galica
Ilustracje: M. Jasny
Aż pewnego dnia Krzykacze tak krzyczeli, tak wydzierali się na całe gardło, tak nawoływali się, że wieczorem dostali strasznej chrypki. Zrobiło się tak cicho, że wreszcie można było słyszeć pluskanie rzeczki. Zaniepokojeni ciszą Szeptacze przyszli na brzeg. - Co się dzieje? – zaszeptali – Czy jest tam kto? A Krzykacze odpowiedzieli zachrypniętym szeptem: - Oj boli, boli nas gardło! Szeptacze wyjęli zatyczki z uszu, bo nic nie usłyszeli i zapytali znów: - Co z wami? Czy wszystko w porządku? Czemu nie krzyczycie? - Gardła nas bolą, okropnie – zachrypieli Krzykacze. - Słyszycie? – zaszemrali Szeptacze – Bolą ich gardła, to wszystko przez te wrzaski. -Pomocy! – chrypieli Krzykacze.
I wtedy Szeptacze wsiedli do łódeczki i przeprawili się na drugi brzeg. A każdy Szeptacz zabrał ze sobą buteleczkę syropu na gardło. I wyleczyli Krzykaczy. Ale od tego dnia Krzykacze postanowili nie krzyczeć tyle ani tak głośno. A Szeptacze przestali nosić w uszach zatyczki.
Tekst: A. Galica
Ilustracje: M. Jasny
...
