W ciągu ostatnich kilkunastu lat flota wojenna zmniejszyła się o połowę okrętów, całe lotnictwo odrzutowe , jednostkę nurków komandosów i inne większość ciężkich śmigłowców ratowniczych.
W ciągu ostatnich dwudziestu lat nie wprowadzono do służby żadnego nowego okrętu.
Najważniejszą częścią Marynarki Wojennej są siły uderzeniowe. Bez nich flota może co najwyżej wykonywać zadania pomocnicze i to tylko w czasie pokoju. Po olbrzymiej fali kasowania okrętów sprzed kilku lat nadchodzi następna. Na żyletki pójdą dwie fregaty rakietowe. To nasze największe i najsilniej uzbrojone okręty. Poza tym korwety rakietowe „Tarantula” i cztery okręty podwodne typu KOBBEN. Zastąpić to miała seria siedmiu korwet wielozadaniowych Gawron.
Z całego planu pozostał jeden okręt. Budowany jest od jedenastu już lat w Stoczni Marynarki Wojennej. Niestety, mimo że kadłub i cześć urządzeń napędowych jest gotowa nie znalazł się na liście najważniejszych inwestycji ministerstwa obrony narodowej. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się że oznacza to najprawdopodobniej rezygnację z budowy i próbę pozbycia się gotowego już kadłuba. Chętnych do nabycia za cenę wyższą niż cena złomu niewykończonego i nietypowego okrętu może jednak zabraknąć.
Niemal czterdziestomilionowa Polska pozbywa się morskiego potencjału uderzeniowego. To również a może przede wszystkim potencjał odstraszania każdego potencjalnego przeciwnika. Nie chodzi tu o tak zwane mocarstwowe ambicje marynarzy. Nasza flota nigdy nie dorówna potencjałem morskim potęgom. Chodzi jednak o utrzymanie takich sił , które sprawią że każdy przeciwnik który, czego wykluczyć nie można, kiedyś się pojawi zrezygnuje z ataku bo będzie on nieopłacalny.
Już starożytni mówili: chcesz pokoju? szykuj się do wojny. Mieli na mysli także wojnę na morzu.