46 tysięczny Starogard Gdański w przededniu politycznego przesilenia. Jeszcze nie ma decyzji o referendum, ale już czuć atmosferę przygotowań.
Inicjator głosowania Marcin Wichert - jak sam zaznacza - nie reprezentuje żadnej partii politycznej. "Głosowałem na Edmunda Stachowicza - mówi, ale kiedy chciał zwolnić z pracy kucharki ze szkolnych stołówek, to było już za dużo".
Zaczęło się w Internecie. Najpierw profil na Facebooku, potem ruszyła akcja zbierania podpisów pod referendum. Oprócz "sprawy kucharek" zarzuty dotyczyły braku inwestycji, złej promocji miasta, zatrudniania znajomych i braku perspektyw dla młodzieży.
Wszystkie zarzuty i akcje grupy inicjującej referendum na bieżąco śledził w Internecie prezydent miasta.
Jego odpowiedzi są również dostępne w sieci. W ten sposób stara się dotrzeć do mieszkańców. Na swoim profilu pokazuje takie inwestycje jak budowa nowych dróg, jak zakup autobusów miejskich i termomodernizacja przedszkoli. W sieci znajdują się też prezentacje mówiące o sukcesach w pozyskiwaniu unijnych środków. Łącznie 150 mln zł.
Prezydent Stachowicz dodaje, że już druga kadencję rządzi bez większości w radzie miasta. Inicjator referendum to - jego zdaniem -człowiek inspirowany przez PO, która ma największy klub w radzie.
Tuż obok gabinetu prezydenta miasta biuro rady. Radni PO odrzucają zarzut, że to Platforma stoi za referendum.
Jeśli w ciągu najbliższego tygodnia zapadnie decyzja o przeprowadzeniu referendum w Starogardzie Gdańskim odbyłoby się ono pod koniec marca.