• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Nowy Rok korespondenta wojennego – Marcin Firlej

12:58, 30.12.2008
Nowy Rok korespondenta wojennego – Marcin Firlej

Marcin Firlej w obiektywie Ireneusza Sobieszczuka (TVP)
Marcin Firlej w obiektywie Ireneusza Sobieszczuka (TVP)

Powiązane artykuły


Podziel się:   Więcej
Korespondent wojenny to bardziej powołanie niż zawód. Nad głowami świszczą kule, pod nogami wybuchają bomby, a on z zimną krwią relacjonuje prosto z linii ognia. Marcin Firlej, korespondent głównego wydania „Wiadomości” TVP1 unika określenia „wojenny”. – Wojna ma o wiele głębsze dno, to zbyt szerokie pojęcie.

Od kiedy pamięta, Nowy Rok kilka lat z rzędu spędza na… froncie. Albo blisko niego. W każdym razie wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego. W tym roku będzie to Strefa Gazy, obecnie najbardziej niebezpieczna część świata. Będzie w samym centrum konfliktu izraelsko-palestyńskiego. – Taka praca – kwituje. – Mam tylko nadzieję, że wrócę cały i zdrowy.

Ale był też taki Nowy Rok, na którego wspomnienie robi mu się bardzo przyjemnie. - To był nasz najbardziej udany Sylwester – mówi. – Pomarańczowa Rewolucja w Kijowie. Ja oczywiście pracowałem, pojechałem tam już w Święta, żona dojechała w Nowy Rok. To, co się wtedy działo na kijowskim Majadanie, to, w jaki sposób reagowano na Polaków, jak nas noszono na rękach, jak wiwatowano, jak sobie składano życzenia – warte jest wspominania przez całe życie – mówi Marcin Firlej. – Nigdy tego nie zapomnę.

W jego prywatnym rankingu czołowe miejsce zajmuje także Sylwester najbardziej zaskakujący. Odbył się kilka lat temu w gronie przyjaciół, na prywatce. – Byłem do niego bardzo negatywnie nastawiony, ale od tamtej pory wciąż o nim myślę. To był Bal Przebierańców. Było nas ponad dwadzieścia osób. Wróciłem właśnie z Afganistanu i, jak z każdej mojej podróży, przywiozłem sobie tamtejszy strój. Wybrałem więc opcję najprostszą – przebrałem się za Taliba. Żona, żeby wpasować się w kompozycję – założyła arabski czador. Wytrzymała w nim 10 minut – śmieje się pan Marcin.

Marzy mu się przywitać Nowy Rok w dwóch miejscach na świecie. Kolejność dowolna. Na Time Square w Nowym Jorku i w maleńkiej wiosce w Chile w pobliżu pustyni Atakama. Czemu w aż tak różnych miejscach? – Time Square, bo uwielbiam Nowy Jork, jego atmosferę, wielokulturowość. O powitaniu Nowego Roku na nowojorskim bulwarze już tyle się naczytałem i naoglądałem, że muszę wreszcie tam jechać! A Ameryka Południowa? Bo jestem ciekaw, jak wygląda Nowy Rok na pustyni, w miejscu tak magicznym, odległym i spokojnym.

Takiego wymarzonego Sylwestra więc życzymy panu Marcinowi. A póki co, trzymamy kciuki za szczęśliwy powrót z linii frontu!

zobacz również

    brak informacji