• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

FOZZ. Największa afera III RP

12:34, 15.02.2011
FOZZ. Największa afera III RP Galopująca inflacja i gigantyczny wzrost zadłużenia zagranicznego były zmorami ostatnich lat PRL. W końcu 1989 roku całkowity dług zagraniczny wynosił 42,3 mld dolarów, co stanowiło równowartość 64,8 proc. ówczesnego dochodu narodowego. Spłata przekraczała możliwości finansowe Polski. Postanowiono poszukać innego rozwiązania. 15 lutego 1989 r. Sejm przyjął ustawę o ustanowieniu Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Instytucji, która stała się „bohaterką” jednej z największych afer gospodarczych III RP. Afer z polityką w tle.

Galopująca inflacja i gigantyczny wzrost zadłużenia zagranicznego były zmorami ostatnich lat PRL. W końcu 1989 roku całkowity dług zagraniczny wynosił 42,3 mld dolarów, co stanowiło równowartość 64,8 proc. ówczesnego dochodu narodowego. Spłata przekraczała możliwości finansowe Polski. Postanowiono poszukać innego rozwiązania. 15 lutego 1989 r. Sejm przyjął ustawę o ustanowieniu Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ). Instytucji, która stała się „bohaterką” jednej z największych afer gospodarczych III RP. Afer z polityką w tle.

Na czele FOZZ stanął Grzegorz Żemek, oficer wywiadu wojskowego (Fot. Bartłomiej Zborowski/PAP)
Na czele FOZZ stanął Grzegorz Żemek, oficer wywiadu wojskowego (Fot. Bartłomiej Zborowski/PAP)

Podziel się:   Więcej
Zarobić na długu

Oficjalnie FOZZ miał się zajmować obsługą polskiego zadłużenia zagranicznego. Jednak już przy jego powołaniu założono, że będzie to tylko przykrywka do bezprawnego skupowania polskiego długu na rynku wtórnym. Przedsięwzięcie jak najbardziej opłacalne, choć sprzeczne z międzynarodowym prawem. Kombinacja była prosta. Za jednego dolara polskiego zadłużenia płacono wówczas na międzynarodowych rynkach 17 centów. Polskie służby specjalne wpadły na pomysł, by nie płacić rzeczywistego zadłużenia, tylko przez operacje finansowe prowadzone za pośrednictwem spółek specjalnie w tym celu powołanych w rajach podatkowych, zmniejszyć skalę zadłużenia, płacąc jedynie 17 proc. rzeczywistego zobowiązania. A chętnych do odzyskania choćby części należności nie brakowało. Tym bardziej, że wydawało się wówczas, iż Polska w ogóle nie spłaci zobowiązań.

Ponieważ operacja była niezgodna z prawem, do jej realizacji wyznaczono pracowników ówczesnego wywiadu wojskowego. Na czele FOZZ postawiono Grzegorza Żemka. Doświadczonego oficera wywiadu wojskowego PRL od lat zajmującego się tematyką gospodarczą. Z nadania wywiadu był m.in. radcą handlowym w przedstawicielstwie Banku Handlowego w Paryżu i Luksemburgu. Znał zatem mechanizmy operacji międzynarodowych, gdyż Bank Handlowy był wówczas agendą Narodowego Banku Polskiego. Przechodziły przez niego operacje finansowe m.in. związane z transakcjami central handlu zagranicznego.

Żemek podczas swojego procesu mówił, że od samego początku za FOZZ stały służby specjalne, które narzucały mu prowadzenie takiej, a nie innej działalności. Okazało się bowiem, że zamiast skupować zagraniczny dług, główną działalnością FOZZ było udzielanie pożyczek, inwestowanie w firmy i niesprawdzone interesy. Skupowanie zagranicznego długu traktowano jako działalność uboczną.

Ponieważ skup długu na rynku wtórnym przez celowy fundusz państwowy mógłby wywołać aferę na skalę międzynarodową, FOZZ-owi już w ustawie sejmowej przyznano nadzwyczajne uprawnienia. Nie musiał prowadzić szczegółowej księgowości, a jej prezes mógł podejmować decyzje biznesowe jednoosobowo bez zgody rady nadzorczej. To pozwalało na nadużycia, które – według aktu oskarżenia – kosztowały Skarb Państwa 35,9 mld starych złotych.

Z opinii biegłych przygotowanej na potrzeby procesu wynikało, że straty z tytułu działalności FOZZ wyniosły ok. 352 mln zł. Skali nieprawidłowości nie udało się jednak wyliczyć, czego jednym z głównych powodów był brak rzetelnej dokumentacji księgowej. Paradoksalnie w sprawozdaniu z działalności „FOZZ-u w likwidacji“, prawnym następcy FOZZ – będącym również w dyspozycji sądu – było napisane, że likwidacja funduszu w latach 1991– 2003 przyniosła 272 mln zł zysku! Czy była to zatem działalność szkodliwa czy przyniosła państwu korzyści? Do dziś nie zostało to do końca wyjaśnione.
Pierwsze podejrzenia

Już w 1989 r. do Ministerstwa Finansów zaczęły napływać pierwsze informacje o podejrzeniach wobec interesów prowadzonych przez FOZZ. Jednak nie wzbudzały większego zainteresowania urzędników, tym bardziej, że na czele Rady Nadzorczej Funduszu stał ówczesny wiceminister finansów Janusz Sawicki.

Zresztą oficjalna działalność FOZZ nie trwała długo. W grudniu 1990 r. Sejm przyjął ustawę o zniesieniu Funduszu i postawieniu go w stan likwidacji. Jednak Fundusz nadal prowadził swoje operacje. Do czasu, aż finansowymi machinacjami związanymi z wykupem długów oraz inwestowaniem w spółki w rajach podatkowych i nie tylko, z funduszu celowego rządu zainteresował się młody kontroler Najwyższej Izby Kontroli Michał Falzmann.

W trakcie sprawdzania działalności FOZZ, jego podejrzenia zaczęły wzbudzać operacje, w wyniku których z kont Funduszu znikały pieniądze. Przygotował kilkanaście notatek dla ówczesnego dyrektora Zespołu Analiz Systemowych NIK Anatola Lawiny – późniejszego świadka w procesie FOZZ. Swoje ustalenia opisał również w artykule w „Głosie Wolnego Robotnika”, co dało początek nagłośnieniu afery FOZZ.

W kwietniu 1991 r. Falzmann dołączył do grupy kontrolerów oddelegowanych przez prezesa NIK Waleriana Pańkę do przeprowadzenia kontroli dokumentacji FOZZ. Pod koniec miesiąca Falzmann opublikował w „Spotkaniach” artykuł, w którym nagłośnił nadużycia przy wykupie polskiego długu zagranicznego oraz przedstawił niektóre dokumenty.

To zapoczątkowało aferę na szczytach Władzy. Odbywały się spotkania na najwyższym szczeblu z udziałem premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, ministrów finansów z Leszkiem Balcerowiczem i kontrolerami NIK. W czerwcu 1991 kontrola NIK zakończyła się spisaniem protokołu. Wskazywano w nim na liczne nadużycia oraz utajniony sposób prowadzenia działalności, co skutkowało brakiem dokumentacji przeprowadzanych transakcji. Jako osoby odpowiedzialne za to wymieniono dyrekcję oraz Radę Nadzorczą FOZZ, wiceministrów finansów Wojciecha Misiąga i Janusza Sawickiego oraz ministra finansów Leszka Balcerowicza.

Tego samego dnia – według relacji Lawiny – Falzmann został odsunięty od wszelkich czynności kontrolnych związanych z  Funduszem. Wieczorem źle się poczuł. Odwieziony do szpitala, następnego dnia zmarł na zawał serca. Pojawiły się spekulacje, że ta śmierć nie była przypadkowa. Krążyły opowieści, że Falzmannowi ktoś pomógł. Jednak nic nie udowodniono. Podobnie zresztą jak nie znaleziono sprawców włamania do jego mieszkania. Skradziono wówczas jego notes, w którym miał mieć spisane konkretne operacje i kontrahentów Funduszu. Śledztwo w tej sprawie szybko umorzono.

Zresztą śmierć Falzmanna to nie jedyny tajemniczy zgon osób, które miały jakiś związek z FOZZ. W kilka miesięcy później w wypadku samochodowym zginął Walerian Pańko, prezes NIK, który również przyczynił się do wykrycia afery FOZZ. Jego kierowca cudem przeżył zderzenie z ciężarówką na drodze z Warszawy do Krakowa. Samochód został dosłownie przecięty na pół. Po śmierci Pańki również sugerowano, że nie była przypadkowa. W tym czasie NIK już sporządził raport z działalności FOZZ, który stał się jednym z dowodów prokuratury. Spekulowano, że mógł wiedzieć więcej niż znalazło się w raporcie.

Kierowcy Pańki również nie dane było dużo przeżyć szefa. Umarł kilka miesięcy później. Jako przyczynę zgonu wpisano zawał. Zginęło także dwóch młodych policjantów, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu wypadku, w którym zginął Pańko. W nieznanych okolicznościach utonęli łowiąc ryby w niewielkim stawie.