Literatura lotnicza pełna jest przybliżeń. Powiada się : „spadł gdzieś w pobliżu…”, „gdzieś w okolicy…”. Te przybliżenia w praktyce sięgają od 2 do nawet 20 kilometrów. Tak też jest z historią śmierci kapitana Mieczysława Medweckiego – polskiego pilota, który był pierwszą lotniczą ofiarą II wojny światowej.
Kapitanowi Medweckiemu historia zapisała los symboliczny. Nie ma kompendium lotniczych zdarzeń ostatniej wojny, które nie zaczynałoby się od jego dramatycznej śmierci, o świcie 1 września 1939 r. We wczesnych godzinach rannych (5.15) kpt. Medwecki wystartował z polowego lotniska w Balicach koło Morawicy, do walki z nadlatującą na bombardowanie Krakowa formacją niemieckich bombowców He-111 i Ju-87. W czasie startu, będąc na niedużej wysokości, został zestrzelony przez nadlatujący nieprzyjacielski samolot Ju-87 z I./StG 2 Immelmann. Tym, który ostrzelał polskiego kapitana był Lt. Frank Neubert. Z relacji Neuberta wynika, że polski myśliwiec eksplodował w powietrzu, jednak wspomnienia porucznika Władysława Gnysia, który startował tuż za Medweckim zdają się tego nie potwierdzać. O historii kapitana opowiada także Renata Gostyńska – właścicielka domu zlokalizowanego naprzeciw dawnego lotniska polowego – domu, w którym kwaterowali oficerowie polskiego lotnictwa, w tym Mieczysław Medwecki.
Kolejnym miejscem historycznych poszukiwań jest majątek Siedlisko, położony w gminie Grabowiec, w powiecie zamojskim. Dwór w Siedlisku, we wrześniu 1939 r. należał do Józefa Tuszowskiego. Tam też przebywała w owym czasie Helena z Chorwatów Splewińska. Według jej pisemnej relacji, około 20 września zawitał tu gen. Stefan Dąb-Biernacki w towarzystwie swojego sztabu. Podczas prywatnej rozmowy wręczył pani Helenie sztandar z Matką Boską i białym orłem na czerwonym tle po drugiej stronie. Generał prosił Helenę o ukrycie sztandaru. Kobieta skarb powierzony przez generała zakopała w szczelinie przeciwlotniczej, wykopanej w pierwszych dniach wojny przez dziedzica na terenie dworskiego parku. Gdzie znajduje się ów okop?