W programie mimo utrudniającego poszukiwania śniegu wyprawa by odnaleźć zbiorową mogiłę polskich wrześniowych żołnierzy w lesie pomiędzy Lutowiskami a Lipiem, tuż przy dawnej istniejącej krótką chwilę, granicy polsko – węgierskiej.
Pytanie o granicę polsko-węgierską, biegnącą we wrześniu 1939 r. przez Bieszczady na ogół budzi zdziwienie i konsternację rozmówców. Był to krótki epizod dziejowy, trwający mniej więcej 6 miesięcy – od połowy marca do trzeciej dekady września – kiedy to w pościgu za wycofującymi się jednostkami polskimi dotarli tu Sowieci i Niemcy. Tutaj dwaj okupanci, linią demarkacyjną, podzielili się zdobyczami. Granica o której mowa była epizodem krótkim, ale szczęśliwym dla ponad 5 tysięcy oficerów i 33 tysięcy żołnierzy, którzy tędy ruszyli do Francji, by walczyć dalej. Jednak Polacy, którzy pojawili się tu po 27 września stali się łowną zwierzyną dla Sowietów – jednym udawało się przemknąć, innym nie...
Na pytanie kim byli mordercy można odpowiedzieć bardzo ogólnie – do ścigania polskich żołnierzy przedzierających się ku granicy węgierskiej zaangażowali Sowieci głównie siły 12 Armii Frontu Ukraińskiego, a z 5 Korpusu Kawalerii sformowano dziesięć specjalnych oddziałów pościgowych. Jeden z nich zapewne polował na tej leśnej drodze.
W drugiej części wizyta w pracowni archeologicznej i okazja, by przyjrzeć się procesowi oczyszczania monet.