• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Wybory prezydenckie 1990 r. – lekcja demokracji

20:18, 08.12.2010
Wybory prezydenckie 1990 r. – lekcja demokracji 9 grudnia 1990 r. w drugiej turze Lech Wałęsa został wybrany pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej. Wybory były prawdziwą lekcją demokracji dla kształtującego się dopiero ustroju. Głównym nauczycielem elit politycznych był „człowiek znikąd” – Stan Tymiński, polonus z Peru, ze swoją „czarną teczką”.

9 grudnia 1990 r. w drugiej turze Lech Wałęsa został wybrany pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej. Wybory były prawdziwą lekcją demokracji dla kształtującego się dopiero ustroju. Głównym nauczycielem elit politycznych był „człowiek znikąd” – Stan Tymiński, polonus z Peru, ze swoją „czarną teczką”.

Stan Tymiński (Fot. I. Sobieszczuk/TVP)
Stan Tymiński (Fot. I. Sobieszczuk/TVP)

Podziel się:   Więcej
W wyborach wystartowało sześciu kandydatów. Pewniakiem – jak wskazywały pierwsze sondaże – był Tadeusz Mazowiecki. Miał jednak za rywala przywódcę „Solidarności” – Lecha Wałęsę. Wydawało się, że pozostali pretendenci do fotela prezydenckiego się nie liczą. Ni stąd ni zowąd na scenie pojawił się Stanisław Tymiński, biznesmen prowadzący interesy w USA, Kanadzie i Ameryce Południowej.

Tuż po tym jak marszałek Sejmu Mikołaj Kozakiewicz rozpisał wybory. W przedwyborczych sondażach nie było nazwiska Tymińskiego. Pojawiło się dopiero w pierwszym badaniu przeprowadzonym po rejestracji kandydatów pod koniec października. Tymiński nie był brany pod uwagę jako konkurent. Uzyskał marginalne poparcie. Jednak z każdym dniem zbliżającym do terminu pierwszej tury jego pozycja sondażowa rosła.

Tymiński w kampanii określony był jako „człowiek znikąd”. Nikt go nie znał, nie pamiętał. On natomiast uczył polskich polityków prawdziwego politycznego marketingu wzorem z amerykańskich demokracji, którego w Polsce nie znano. Na wszystkie spotkania nosił ze sobą słynną już dziś „czarną teczkę”. To od niej w polskim języku politycznym pojawiło się pojęcie „gry teczkami”. Tymiński przekonywał wszystkich, że ma w niej materiały kompromitujące Lecha Wałęsę. Sam określał się jako człowiek spoza „układu” (też termin znany w polskich rozgrywkach międzypartyjnych) i to trafiało do głów części społeczeństwa.

Pokazały to wyniki pierwszej tury wyborów. Wbrew sondażowym wskazaniom przepadł w nich Tadeusz Mazowiecki. Uzyskał 18 proc. poparcia. Tymiński – co było ogromnym zaskoczeniem dla większości obserwatorów – dostał 23, 1 proc. głosów i z tryumfującym Lechem Wałęsą (40 proc. poparcia) dostał się do drugiej tury wyborów.

Kampania przed drugą turą wyglądała podobnie. Tymiński unikał konfrontacji z Wałęsą. Pokazała to chociażby telewizyjna debata, na której się nie pojawił. Tłumaczenie jego sztabu, że termin nie był domówiony, że zawiniła telewizja, nie były przekonujące. Wobec Tymińskiego prowadzono wówczas negatywną kampanię, w którą zaangażował się nawet Urząd Ochrony Państwa. Do mediów przeciekały informacje o rzekomych powiązaniach kontrkandydata Wałęsy z Libią, uznawaną za ośrodek terroryzmu, czy z Kolumbią i tamtejszymi kartelami narkotykowymi. Równocześnie Tymiński podsycał atmosferę, że ujawni zawartość swojej teczki i skompromituje Wałęsę. Jej zawartość nie ujrzała światła dziennego, podobnie jak nie potwierdziły się zarzuty wobec Tymińskiego.

Wynik wyborów był przesądzony. Większość Polaków nie zawierzyła „człowiekowi znikąd”, choć poparcie dla niego było nad wyraz wysokie. W drugiej turze Tymiński przegrał z Wałęsą uzyskując 25 proc. głosów. Stana poparli głównie robotnicy, osoby z wykształceniem zawodowym i mieszkańcy małych miejscowości. Typowy tzw. elektorat roszczeniowy.

Po przegranych wyborach Tymiński chciał zbudować na swoich wyborcach partię polityczną. Założył Partię X. Nie odegrała ona jednak większej roli na polskiej scenie politycznej. Biznesmen z Peru próbował swoich sił jeszcze w wyborach prezydenckich w 1995 r., kiedy nie udało mu się zebrać wymaganej liczby podpisów do rejestracji kandydatury i w 2005 r., kiedy w pierwszej turze uzyskał 23.545 głosów i 0,16 proc. poparcia.

W październiku 2008 r. „czarna teczka” Tymińskiego rykoszetem trafiła w Lecha Wałęsę. Eugeniusz Szymala, dawny doradca Tymińskiego i autor jego przemówień z 1990 r. zaproponował szczecińskiemu oddziałowi „Gazety Wyborczej” odsprzedanie słynnej teczki za 150 tys. zł. Z ustaleń gazety wynikało, że w kampanii pierwszych wyborów prezydenckich w Polsce to właśnie Szymala dostarczył późniejszemu szefowi Partii X materiały rzekomo obciążające Wałęsę. Było to kilka miesięcy po publikacji książki historyków IPN Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”, w której sugerowano współpracę byłego prezydenta ze Służbą Bezpieczeństwa PRL.

Tymiński twierdził wtedy w mediach, że większość „kwitów” na Wałęsę była nieudolnymi kopiami z pieczątką z kartofla. Zaznaczył jednak, że część dokumentów obciążających Wałęsę była prawdziwa. Lech Wałęsa odrzucał oskarżenia. – Czego to jeszcze nie wymyślą paranoicy?! Czarna teczka wraca! Nie pomogła im książka, ten gniot i paszkwil! Nikt nie znajdzie żadnego mojego oświadczenia ani zgody na współpracę, bo nigdy ich nie było – komentował informacje o kolejnych dokumentach o jego rzekomej współpracy z SB.

Piotr Ożadowicz