• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Wystawa światowa w Paryżu w 1900 r.: „Wiadomości Historyczne”

13:29, 21.03.2010
Wystawa światowa w Paryżu w 1900 r.: „Wiadomości Historyczne”


Podziel się:   Więcej
Wystawa w stolicy Francji została otwarta 14.04.1900 roku (mimo nieukończenia prac budowlanych) przez prezydenta kraju Laubeta i jako ideę przyjęła ukazanie bilansu XIX wieku. Trwała od 15.04 do 12.11. 1900 i obejmowała teren 120 hektarów w samym Paryżu i 110 hektarów w Vincennes, gdzie prezentowano osiągnięcia kolei żelaznej, ogrodnictwa, a także zorganizowano zawody sportowe i pokaz automobili. Perypetie związane z organizacją owego przeglądu osiągnięć cywilizacyjnych zaczęły się już wcześniej, gdy cesarz Wilhelm planował wystawę w 1900 roku w Berlinie, lecz Francja zdołała go wyprzedzić, bo obwieściła urządzenie tego święta nauki i techniki w lipcu 1892 roku. Już w 1896 parlament francuski uchwalił ustawę dotyczącą wystawy, która powinna przedstawiać osiągnięcia XIX wieku. Od początku zatem kładziono nacisk na to, by wszelkie aspekty wystawy przekraczały swoim splendorem i rozmiarami to wszystko, co można było obejrzeć na jej poprzedniczkach. Głównym hasłem miała być gloryfikacja postępu ludzkości i temu zadaniu służyły nie tylko pawilony krajowe wzniesione specjalnie na wystawę, ale także hale maszynowe, pokazujące osiągnięcia techniczne w praktyce, a maszyny – w ruchu, gdyż elektrotechnikę określono wtedy szumnie „nerwem życia”.

Wystawa nadziei

W mowie inauguracyjnej Aleksandra Milleranda pojawiło się stwierdzenie, że maszyna staje się władczynią całego świata, zastępuje pracę człowieka i wzmacnia współpracę międzynarodową. Nawet śmierć ustępuje przed zwycięskim postępem ludzkiego ducha, a nauka daje człowiekowi w ręce tajemnicę materialnej i moralnej wielkości państwa. Mówca podkreślił, że powszechna tendencja do braterstwa, do wymiany pomysłów przekracza granice i oplata całą kulę ziemską jak owe „druty (telegraficzne), które ludzka myśl przemierza z błyskawiczną szybkością”. Na koniec mówca dokonał apoteozy pracy w słowach: „Praco, ty zbawicielko! Jesteś tym, co nas uszlachetnia, co nas pociesza. Dzięki tobie zanika ciemnota, ucieka zło i ludzkość zostanie uwolniona z niewoli ciemności”.
Pocztówka pochodzi ze zbiorów autorki.
Wystawcy i zwiedzający

Na zwiedzających, a było ich grubo ponad 50 milionów, czekały atrakcje przygotowane przez 58 krajów, które zaprezentowały swoje osiągnięcia w 18 grupach tematycznych i w 121 kategoriach: w sztuce, technice, nauce. Polacy także zaprezentowali własny dorobek, choć niestety nie pod szyldem swojej ojczyzny. Swoje osiągnięcia zaprezentowała kopalnia soli w Wieliczce, pokazując m.in. naturalnej wielkości kopię ołtarza głównego kaplicy św. Antoniego wyrzeźbioną w soli przez Józefa Markowskiego (rzeźby można dziś oglądać w kaplicy św. Jadwigi). Zaprezentował się także przemysł włókienniczy z Łodzi, przemysł górniczy z Zagłębia Dąbrowskiego, a także zakłady chemiczne w Mościskach. Jako ciekawostkę przedstawiono historyczną walcownię żelaza z Sielpi Wielkiej (kieleckie). Wykorzystując fakt, że w tym samym czasie odbywał się w Pałacu Trocadero kongres pożarniczy, Polacy także tam zaznaczyli swoją obecność. Władysław Małkowski – prezes OSP w Częstochowie wygłosił referat dotyczący konieczności utworzenia międzynarodowej organizacji skupiającej strażaków. Zaś na wystawie sprzętu pożarniczego wysoko oceniono sikawki warszawskiej fabryki maszyn Adolfa Troetzera.

Wszelkich atrakcji było tak wiele, że złośliwi nadali wystawie miano „Światowej Budy Tandeciarskiej”. Przyczynił się to tego fakt, że wystawie towarzyszyły wszelakie parki rozrywki i inne jarmarczne atrakcje, a także wykorzystanie elektryczności w obiektach wystawowych, których architekci bez ograniczeń wykorzystywali różnorodne formy tego nowoczesnego oświetlenia. Wspomnianą fascynację elektrycznością podkreślały ogromne napisy stworzone z tysięcy lamp elektrycznych, a także sygnały radiowe wysyłane na cały świat z wieży Eiffla. Na wielkich ekranach prezentowano nawet wynalazek braci Lumiere. Jak podaje Krzysztof Janicki („Oniemieć z zachwytu” Wiedza i Życie 5/2000) na wystawie nakręcono film, który zdobył złoty medal, a zadziwiał wieloma ujęciami panoramicznymi. Zatem można uznać, że był to debiut w technice tworzenia takich zdjęć.

Już plany organizacyjne przewidywały tyle ekspozycji, że niemożnością było zmieścić je w jednym budynku, tak jak było to jeszcze w 1867r. Pominięto pomysł przeniesienia wystawy poza miasto lub pokazania tylko części przewidzianych atrakcji. Postanowiono zorganizować wszystko w centrum Paryża, ale wymagało to przebudowy miasta w okolicach Hotel de Invalides, połączenia Trocadero z Polem Marsowym itd.

By usprawnić komunikację na terenie wystawy stworzono sieć elektrycznej kolei szynowej, a równolegle do niej przebiegał na dystansie 3,5 km ruchomy chodnik z drewna sunący z prędkością 4 lub 8 km/h. Był on położony wyżej od poziomu ulicy i prowadziły do niego specjalne przenośniki taśmowe. Z powodu swojej osobliwości ów chodnik stał się ulubionym środkiem transportu nawet dla 160 tysięcy ludzi dziennie. Wewnątrz pałaców wystawowych zamontowano schody ruchome, ale największą wygodę mieli ci zwiedzający, których stać było na to, by wynająć fotele na kółkach i posługacza. Przebudowano ponadto system komunikacji miejskiej, co wiązało się z otwarciem pierwszej linii metra. Wejście do kolei podziemnej zaprojektowane przez Hectora Guimarda jeszcze dziś świadczy o stylistycznym przełomie w estetyce dokonanym u progu XX wieku.
Pocztówka pochodzi ze zbiorów autorki.
Niezwykłe budowle Podziw zwiedzających budziły niezwykłe budowle, chociażby brama główna z 36 wejściami, czy monumentalny portal, który składał się z 3 połączonych w trójkąt łuków tworzących kopułę o powierzchni 500 m2. Nad nią była wieża, zaś na jej wierzchołku – kobieca postać symbolizująca Paryż jako gospodarza wystawy. Z Zamku na Wodzie wytryskiwała na 29 metrów w górę fontanna, zaś woda, przechodząc przez żelbetonową fasadę, dzieliła się na mniejsze wodospady. Miejsce to ozdobiono sztucznymi skałami i grotami, a także postaciami ludzi i zwierząt. Spektakularnym obiektem był także Palais de l’Electricite, który jarzył się niezwykłym blaskiem delikatnej, gwiaździstej konstrukcji z żelaza opatrzonej w mnóstwo źródeł światła. Pałac wraz z podświetlanymi wodotryskami zamieniał Pola Marsowe w morze blasku. Ten sam baśniowy nastrój został stworzony wewnątrz pałacu – w Sali Iluzji, której sklepienie wydawało się sięgać w nieskończoność dzięki specjalnemu oświetleniu, malarstwu iluzjonistycznemu i lustrom.

Przed Wieżą Eiffla stworzono model kosmosu składający się z 3 kul o średnicach: 46, 36 i 8 metrów. Tworzyły one swoisty globus zainstalowany na wysokości 60 metrów, którego zewnętrzna kula symbolizowała kosmos, środkowa – Układ Słoneczny, a wewnętrzna – Ziemię. Krętymi schodami zwiedzający mogli wspiąć się aż do górnej części konstrukcji i stamtąd, przy organowej muzyce Saint-Saënsa, rozkoszować się widokiem firmamentu poruszającego się zgodnie z ruchami planet.

Organizatorzy wystawy planowali także wytyczenie wzdłuż Sekwany trasy spacerowej pokazującej dzięki rysunkom i obrazom Paryż sprzed 400 lat. Pomysł, by przybliżyć historię przez zastosowanie nowoczesnych atrap, był tak samo kontrowersyjny jak bezwzględne przywłaszczenie obcych kultur, które odbyło się w inscenizacji wystawy kolonialnej, ozdobionej gipsowymi kopiami słynnych meczetów. Zatem zwiedzanie ekspozycji mogło stać się „podróżą dookoła świata”, tym bardziej że na kołyszącym się pokładzie 750-metrowego „transatlantyku” można było zaznać choroby morskiej, a za moment udać się w podróż „koleją transsyberyjską” – wagonem kursującym między pawilonem rosyjskim i chińskim. Pierwszy raz na wystawie światowej pojawił się temat wychowania i nauki człowieka od wieku dziecięcego, dlatego znalazły się tam prezentacje technik fotograficznych, teleskopy, instrumenty muzyczne, mapy, narzędzia medyczne, aż do technik scenicznych wykorzystywanych w teatrach.
Pocztówka pochodzi ze zbiorów autorki.
Wystawa sztuki

Zorganizowano także retrospektywną wystawę sztuki, która miała ukazać wielki wpływ Francji na rozwój ogólnoświatowej kultury. Pokazano zatem dzieła impresjonistów i symbolistów, którzy wreszcie usłyszeli spóźnione wyrazy uznania. Niemcy pokazali kolekcję obrazów ze zbiorów Fryderyka II, a Polacy także zaznaczyli swoją obecność, gdyż Józef Mehoffer otrzymał złoty medal, a srebrne otrzymali: Julian Fałat, Jacek Malczewski, Józef Pankiewicz, Leon Wyczółkowski i Włodzimierz Tetmajer. Miejscem wystawy sztuki był Le Grand Palais, który powstał jako owoc współpracy 4 architektów wyrażających w różny sposób swoje koncepcje artystyczne. Dlatego też zastosowano w nim różnorodną dekorację architektoniczną w budynku, a w konstrukcji zastosowano nową technikę: szkielet pałacu składał się z żelaznego rusztowania wypełnionego murem. Naprzeciwko zbudowano Petit Palais, w którym była retrospektywna wystawa sztuki prezentująca szczytowe osiągnięcia artystów minionych epok.

Oba pałace zachowały się do dziś i dalej służą kulturze. Inne budowle zostały rozebrane, co wynikało z faktu, że ze względu na krótki czas budowy były raczej imitacjami wspaniałych budowli z kamienia, zaś ich bogato zdobione, ale – gipsowe – fasady z ledwością ukrywały stalowe rusztowania i druciane kraty. Projektanci pawilonów mogli swobodnie wykorzystywać różne style architektoniczne, dlatego można było oglądać wymyślne gzymsy, kamienne potwory, a nawet spiczaste dachy chińskiej pagody.
Pocztówka pochodzi ze zbiorów autorki.
Olimpiada w wystawie zagubiona Niezwykły jest fakt, że niektóre fragmenty ekspozycji były wykorzystywane jako obiekty olimpijskie. Zaprawdę, dziwna to była olimpiada i to nie dlatego, że po raz pierwszy w igrzyskach występowały kobiety (22), lecz dlatego, że jej uczestnicy wcale nie wiedzieli, że zawody, w których startują, zaliczane są do igrzysk olimpijskich! W zawodach uczestniczyły 24 ekipy, startujące w 95 konkurencjach 20 dyscyplin – panie w tenisie i golfie. Igrzyska były tak „zorganizowane”, że nie było oficjalnego otwarcia, odpowiednich informacji, a nawet jakiegokolwiek stadionu olimpijskiego, dlatego zawodnicy nie wiedzieli, gdzie startują, a widzowie – gdzie i co mogą oglądać. Nawet mieszkańcy Paryża nie zdawali sobie sprawy, że w ich mieście rozgrywane się zawody o takiej randze. A można było na nich zobaczyć tak dziwne konkurencje, jak przeciąganie liny, czy strzelanie do żywych gołębi. Zwycięzcy w nagrodę dostawali upominki, np. buty i parasole lub pewne sumy, a medale dostawali... pocztą po zakończeniu igrzysk.

Jednym z dowodów niekompetencji organizatorów był bieg maratoński, w czasie którego zawodnik ze Szwecji po pokonaniu 35 kilometrów zmylił trasę z winy sędziego! Po 4 km maratończyk zorientował się, że biegnie złą drogą, zawrócił i jeszcze wywalczył brązowy medal (złoty dostał paryski piekarz, który – jak twierdzili złośliwi – skracał dystans dobrze znanymi sobie skrótami). Z kolei inny francuski biegacz był zdziwiony, że otrzymał medal, bo myślał, że uczestniczy w jakichś lokalnych zawodach. Kuriozalny jest też fakt, że sam baron Pierre de Coubertain zrozpaczony wszechobecnym chaosem wręcz miotał się po Paryżu sławnym trójkołowym rowerem i gorączkowo szukał miejsc, gdzie rozgrywano kolejne zawody.

Pierwsza mistrzyni olimpijska Margaret Abbott startująca w golfie zdobyła ten nobilitujący tytuł przez przypadek i nigdy nawet się o tym nie dowiedziała. Gdy wraz z matką przebywały w Paryżu, obie zapisały się na turniej, a gdy Margaret wygrała, odebrała w nagrodę srebrną kulę i zapomniała o tym wydarzeniu. Potomkowie pani Abbott dowiedzieli się o sukcesie prababki dopiero w 1996 roku, gdy odnaleziono dokumenty, że ów turniej golfowy został zaliczony do zawodów olimpijskich.

Do olimpijskiej codzienności należało szukanie oszczepów, młotów i dysków zagubionych na drzewach. Pływacy zaś ryzykowali życiem, bo startując w zawodach na Marnie i Sekwanie, musieli lawirować wśród łodzi przybijających do brzegu. Nic dziwnego zatem, że sam de Coubertin stwierdził: „To cud, że ruch olimpijski przetrwał te igrzyska”.

Lidia Ciborowska

Artykuł pochodzi z numeru 2 czasopisma „Wiadomości Historyczne” (wydanie: marzec/kwiecień’ 2010).