Wolne czy niewolne? O ordynacji wyborczej z 1989r.

07:41, 04.06.2011
Wolne czy niewolne? O ordynacji wyborczej z 1989r.Jak to właściwie było z tymi wyborami? Na ile ich przebieg był demokratyczny? I dlaczego wyniki okazały się nie tylko przełomowe, ale także zaskakujące dla wszystkich biorących w nich udział?

Jak to właściwie było z tymi wyborami? Na ile ich przebieg był demokratyczny? I dlaczego wyniki okazały się nie tylko przełomowe, ale także zaskakujące dla wszystkich biorących w nich udział?

Plakat wyborczy
Plakat wyborczy

Podziel się:   Więcej
Decyzja o wolnych wyborach była jednym z ważniejszych postanowień podjętych przy Okrągłym Stole. Wybory zostały przyspieszone o kilka miesięcy, a ustalenie nowej ordynacji wyborczej wymagało zmian w konstytucji.

Wybory do Sejmu nie były całkiem wolne, gdyż zasadnicza część – 299 mandatów (65 proc.) była z góry rozdzielona. Podział wyglądał następująco: PZPR – 173 mandaty, ZSL – 76 mandatów, SD – 27 mandatów, PAX – 10 mandatów, Unia Chrześcijańsko-Społeczna – 8 mandatów, Polski Związek Katolicko-Społeczny – 5 mandatów.

Spośród kandydatów strony rządowej decyzją Rady Państwa utworzono tzw. listę krajową. Obejmowała ona 35 mandatów. Pozostałych 161 mandatów (35 proc.) miało być obsadzonych w wolnych wyborach, których ordynacja była szczegółowa określona. Skonstruowano ją tak, że nawet Solidarnościowcy nie spodziewali się druzgocącego zwycięstwa.

Zobacz, co mówi Lech Wałęsa o ordynacji i wyborach w Studio Solidarność

Kandydatów ubiegających się o owe 35 proc. mandatów mogły wystawić wszystkie statutowe organy, czyli: PZPR, ZSL, SD, PAX, UChS i PZKS. Nowością był fakt, że kandydować mogły również osoby wystawione przez obywateli. Warunkiem rejestracji kandydata było zebranie przynajmniej 3000 podpisów mieszkańców danego okręgu wyborczego. W ten sposób zostali wyłonieni kandydaci bezpartyjni. Jednak z tej ścieżki mogli również skorzystać członkowie statutowych partii, co oczywiście uczynili. Jako bezpartyjny w wyborach wystartował były rzecznik rządu Jerzy Urban.
 
 
 
...
 
Całkowicie wolne były wybory do Senatu. Na wszystkich kandydatów czekało 100 miejsc w Senacie. Osobliwa ordynacja wyborcza, której relikt żył jeszcze długo po 1989 roku, miała zwiększyć szansę PZPR na wygraną poprzez zwiększenie znaczenia ośrodków wiejskich i małomiasteczkowych.

Do 18 maja – jak ustaliła Państwowa Komisja Wyborcza – wojewódzkie komisje wyborcze zarejestrowały 558 kandydatów na senatorów, a komisje okręgowe umieściły w rejestrach kandydatów na posłów 1760 osób. Jeśli uwzględnić kandydatów zgłoszonych na listę krajową, w wyborach kandydowały 2353 osoby. Średnio na jeden mandat poselski w okręgach wyborczych przypadło 4 kandydatów, kandydatów na jeden mandat senatorski było około 6. „Solidarność” wystawiła 161 kandydatów na wszystkie bezpartyjne mandaty do Sejmu i 100 kandydatów na Senatorów.

Najbardziej radykalna część opozycji – jak np. „Solidarność Walcząca” – nawoływała do bojkotu wyborów. Uważali oni bowiem, że obecność „Solidarności” w Sejmie będzie tylko legitymizowała władzę PZPR.

Zobacz jak sytuację przedwyborczą przedstawiał Dziennik Telewizyjny
Społeczeństwo pozostało nieczułe na nawoływania radykałów i gremialnie ruszyło do urn. W wyborach w 1989 roku wzięło udział 62,7 proc. uprawnionych (w I turze). Żadne kolejne wybory nie uzyskały takiej frekwencji.

Głosowanie odbywało się poprzez... wykreślenie wszystkich kandydatów poza wybranymi. Dodatkowo dokonywało się wyboru osoby, a nie listy wyborczej. Nazwiskom wypisanym na karcie nie towarzyszyły żadne dodatkowe informacje, w tym o przynależność partyjna. Władza miała nadzieję, że w ten sposób wielu wyborców pomyli się na jej korzyść.

Warunkiem otrzymania mandatu w pierwszej turze było uzyskanie 50 proc. plus 1 wszystkich głosów oddanych na dany mandat (a były one numerowane). Wymóg uzyskania bezwzględnej większości dotyczył także kandydatów z listy krajowej.

Spośród 161 kandydatów jakich wystawiła „Solidarność” tylko jeden nie zdołał uzyskać mandatu już w pierwszej turze. W pierwszej turze mandaty uzyskało także 92 ze 100 kandydatów do Senatu.
Przed II turą „Solidarność” instruowała wyborców, kogo należy poprzeć z listy krajowej, żeby wybrać „mniejsze zło”. Po drugiej turze „Solidarność” zdobyła ostatni ze 161 mandatów sejmowych oraz dodatkowych 7 w Senacie.
PZPR poniosło zupełną klęskę, której nikt nie przewidział. Tylko dwóch z 35 kandydatów listy krajowej uzyskało mandat. W tej sytuacji 33 mandaty w Sejmie pozostały nieobsadzone. Odrzucenie przez zasadniczą większość wyborców całej listy krajowej groziło poważnym konfliktem politycznym. Przy niechętnej zgodzie „Solidarności” uchwalono dekret, który gwarantował, że miejsca nieobsadzone w I turze wyborów trafią ostatecznie w ręce struktur rządzących, niezależnie od przebiegu II tury. Jest to prawdopodobnie najważniejsza przyczyna niezwykle niskiej 25 proc. frekwencji II tury.

Wybory utorowały drogę do ustrojowych zmian w Polsce. Ich wynik zaskoczył wszystkich. Jeszcze przez kilka miesięcy próbowano uformować rząd, biorąc pod uwagę realny rozkład sił w Sejmie i Senacie. Był to początek drogi ku wolności, symbolicznie zapoczątkowany przez słowa Joanny Szczepkowskiej wyemitowane na antenie telewizji: „Proszę Państwa, 4 czerwca skończył się w Polsce komunizm”