- Wyślij znajomemu
Wiadomość została wysłana.
- Wersja do druku
- -AA+A
Paweł Wakarecy w finale
16.10.2010
Znamy nazwiska uczestników konkursu, którzy przeszli do finału. Paweł Wakarecy to jedyny Polak, który zagra w ostatnim etapie.

Paweł Wakarecy fot. PAP/Narodowy Instytut Fryderyka Chopina
Do finału zakwalifikowali się:
1. Yulianna Avdeeva - Rosja
2. Evgeni Bozhanov - Bułgaria
3. Francois Dumont - Francja
4. Lukas Geniušas - Rosja/Litwa
5. Nicolay Khozyianov - Rosja
6. Mirolsav Kultyshev - Rosja
7. Danil Trifonov - Rosja
8. Helene Tysman - Francja
9. Paweł Wakarecy - Polska
10. Ingolf Wunder - Austria
1. Yulianna Avdeeva - Rosja
2. Evgeni Bozhanov - Bułgaria
3. Francois Dumont - Francja
4. Lukas Geniušas - Rosja/Litwa
5. Nicolay Khozyianov - Rosja
6. Mirolsav Kultyshev - Rosja
7. Danil Trifonov - Rosja
8. Helene Tysman - Francja
9. Paweł Wakarecy - Polska
10. Ingolf Wunder - Austria
Muzyka to zdrowie
Marta Nadzieja - To może jeszcze nie jest najlepszy moment, ale proszę powiedzieć, czy ma Pan już swojego faworyta do pierwszego miejsca w konkursie?
Profesor Andrzej Jasiński, przewodniczący jury - Nie mogę jeszcze odpowiedzieć na to pytane, ale w porównaniu z innymi konkursami mamy na pewno większą różnorodność w sensie wykonawczym. Dopuszczeni zostali pianiści, których nazwać by można było kiedyś kontrowersyjnymi, a którzy wnoszą do konkursu dużo ożywienia.
Czy usłyszeliśmy więc jakieś rewolucyjne odczytanie tego, co skomponował Chopin?
Nie. Wydaje mi się, że pianiści dążą do tego, żeby go jak najlepiej zrozumieć. Natomiast młodzi pianiści chcą się za wszelką cenę wyróżnić, dlatego grają go po swojemu. Czasami z dobrym, a czasami ze zły skutkiem.
A który z etapów jest dla Pana najbardziej fascynujący i obfituje najbardziej w niespodzianki i zagadki?
Każdy z kolejnych etapów jest bardziej fascynujący z wyjątkiem finału. Jest on przyjemnością, bo dużo się wie o kandydatach. Poza tym grają w zupełne innej atmosferze, z orkiestrą. Sam koncert trwa też pół godziny, a nie jak recital w III etapie godzinę.
Który z konkursów wspomina Pan z największym sentymentem?
Pierwszy raz pracowałem w jury konkursu w 1975. Wówczas mój uczeń Krystian Zimerman zdobył pierwsze miejsce. Już wówczas wiedziałem, że gra znakomicie, ale oczywiście mu tego nie mówiłem (śmiech), żeby nie zapeszyć. Kiedy konkurs się skończył Krystian mi powiedział: Panie profesorze, szkoda że konkurs się już skończył. Teraz bym dopiero grał… I rzeczywiście, tydzień po finale słyszałem go na koncercie, na którym wykonywał sonatę. Grał o wiele lepiej, swobodniej.
Praca w jury to duży stres, wysiłek...
Uczestniczyłem kiedyś w wykładzie znajomego profesora neurologa. Przez dwadzieścia lat porównywał mózgi ludzi zajmujących się muzyką i nie obcujących z nią w ogóle. Wyniki jego badań niezbicie wykazały, że obcowanie z muzyką wpływa świetnie na kondycję mózgu. Sama więc Pani rozumie, że to nie tylko praca, ale i samo zdrowie…
Marta Nadzieja - To może jeszcze nie jest najlepszy moment, ale proszę powiedzieć, czy ma Pan już swojego faworyta do pierwszego miejsca w konkursie?
Profesor Andrzej Jasiński, przewodniczący jury - Nie mogę jeszcze odpowiedzieć na to pytane, ale w porównaniu z innymi konkursami mamy na pewno większą różnorodność w sensie wykonawczym. Dopuszczeni zostali pianiści, których nazwać by można było kiedyś kontrowersyjnymi, a którzy wnoszą do konkursu dużo ożywienia.
Czy usłyszeliśmy więc jakieś rewolucyjne odczytanie tego, co skomponował Chopin?
Nie. Wydaje mi się, że pianiści dążą do tego, żeby go jak najlepiej zrozumieć. Natomiast młodzi pianiści chcą się za wszelką cenę wyróżnić, dlatego grają go po swojemu. Czasami z dobrym, a czasami ze zły skutkiem.
A który z etapów jest dla Pana najbardziej fascynujący i obfituje najbardziej w niespodzianki i zagadki?
Każdy z kolejnych etapów jest bardziej fascynujący z wyjątkiem finału. Jest on przyjemnością, bo dużo się wie o kandydatach. Poza tym grają w zupełne innej atmosferze, z orkiestrą. Sam koncert trwa też pół godziny, a nie jak recital w III etapie godzinę.
Który z konkursów wspomina Pan z największym sentymentem?
Pierwszy raz pracowałem w jury konkursu w 1975. Wówczas mój uczeń Krystian Zimerman zdobył pierwsze miejsce. Już wówczas wiedziałem, że gra znakomicie, ale oczywiście mu tego nie mówiłem (śmiech), żeby nie zapeszyć. Kiedy konkurs się skończył Krystian mi powiedział: Panie profesorze, szkoda że konkurs się już skończył. Teraz bym dopiero grał… I rzeczywiście, tydzień po finale słyszałem go na koncercie, na którym wykonywał sonatę. Grał o wiele lepiej, swobodniej.
Praca w jury to duży stres, wysiłek...
Uczestniczyłem kiedyś w wykładzie znajomego profesora neurologa. Przez dwadzieścia lat porównywał mózgi ludzi zajmujących się muzyką i nie obcujących z nią w ogóle. Wyniki jego badań niezbicie wykazały, że obcowanie z muzyką wpływa świetnie na kondycję mózgu. Sama więc Pani rozumie, że to nie tylko praca, ale i samo zdrowie…
Galerie
Galerie
Galerie
Quizy
ankieta
Jak oceniasz werdykt jury?


