Kilkudziesięciu łodzian przed salą obrad i kolejni na balkonie. Związkowcy i inicjatorzy referendum w sprawie odwołania Hanny Zdanowskiej. Rada miała przyjąć lub odrzucić projekt pod którym podpisało się prawie 50 tys. osób - nie zgadzających się na prywatyzację ZWiK-u. Wcześniej miała odbyć się dyskusja nad zasadnością tej prywatyzacji, która rozważało miasto. Miały paść, po raz kolejny, argumenty za i przeciw: Miasto nie chce sprzedać infrastruktury. Sprywatyzowano by tylko operatora, czyli firmę, która kontroluje i sprzedaje wodę. Ewentualny zysk z prywatyzacji to kilkaset mln złotych. Według miasta radykalnych podwyżkach opłat za wodę nie ma mowy - miasto wciąż na taryfę miałoby wpływ. Według związkowców: wiele miast, które sprywatyzowało wodociągi, np. Paryż - teraz chce je odkupić. Ich zdaniem prywatny operator dążył by do maksymalizacji zysku. Jeśli nawet nie przez podwyżki wody to przez ograniczenie remontów. A to doprowadziłoby do częstych awarii sieci, które nie byłby natychmiast usuwane. Te wszystkie argumenty miały paść. Ale nie padły - bo głosami Platformy Obywatelskiej obywatelski projekt uchwały zdjęto z porządku obrad. Bez dyskusji. I rozpętała się polityczna burza.
PIS i SLD, wspólnie, wnioskują o nadzwyczajną sesję - na której chcą powrócić do obywatelskiego projektu uchwały. Popiera ich Ruch Palikota. Prezydent Łodzi zaprzeczyła, że kiedykolwiek wprost deklarowała, że chce sprzedać ZWiK. Deklarował to jednak wiceprezydent Marek Cieślak. Związkowcy ze ZWiK-u oburzeni wycofaniem ich projektu z obrad zadeklarowali, że przyłączą się do łodzian, którzy zbierają podpisy pod referendum w sprawie odwołania prezydent Łodzi.
Ł.Goss - ŁWD