Ogień strawił poddasze budynku. Wielodzietna rodzina w pożarze straciła wszystko co miała.
- Nie wiem czego mi brakuje. Chyba po prostu… domu – mówi Robert Cygan, mieszkaniec spalonego domu.
Jedna osoba trafiła do szpitala, ale już czuje się dobrze. Teraz pogorzelcy muszą liczyć na pomoc innych.
- Z moich rzeczy to mi została tylko piżama, bo chwyciłam tylko dzieci i na podwórko – mówi Renata Cygan, mieszkanka spalonego domu.
Sąsiedzi zareagowali od razu.
- Przygotowana została zbiórka żywności, ubrań, sąsiedzi podjęli akcję rozlokowania dzieci i dorosłych po okolicznych domach – mówi Małgorzata Bałusz, stowarzyszenie „Wrota” w Lamkowie.
- Ludzie są bardzo życzliwi i chcą pomóc. Wczoraj organizowaliśmy pierwszą zbiórkę żywności. Efekt był imponujący – mówi Marcin Czadek, sołtys Lamkowa.
Ubrań i jedzenia więc na razie nie zabraknie.
- Mój mąż z braćmi byli tam, a oni przyjeżdżali tu, przywieźli jedzenie ciepłe i zimne, nawet pamiętali, żeby smoczek dla Szymona przywieźć – mówi Renata Cygan.
Teraz rodzina czeka na swój kąt. Burmistrz Barczewa zapewnia, że lokale już są przygotowane. Część osób będzie mieszkała w Barczewie, część na razie zamieszka w Tumianach.
- Do Tumian przeprowadzimy mieszkańców spalonego domu na około tydzień, po czym przygotowujemy lokal koło Wipsowa. Dobra droga dojazdowa, zdecydowanie lepszy lokal niż ten – mówi Lech Nitkowski, burmistrz Barczewa.
Mieszkańcy Lamkowa zbierają też pieniądze na odbudowę domu. Specjalne konto, na które można będzie przekazywać pieniądze można znaleźć na stronie www.stowarzyszenie-wrota.pl.
AS, oprac. KO