Sale chorych świecące pustkami i nieliczni pacjenci, którym ratuje się życie – tak było pod koniec ubiegłego roku w prawie wszystkich szpitalach na Opolszczyźnie. Oszczędzało również Wojewódzkie Centrum Medyczne.
- Mieliśmy ponad 13 milionów pacjentów, za których Narodowy Fundusz Zdrowia nam nie zapłacił. – mówi Marek Piskozub, dyrektor WCM.
- Szpital nie może nam sprzedać więcej, niż my chcemy kupić. – ripostuje Narodowy Fundusz Zdrowia. Tymczasem szpitale już wiedzą, że do końca roku pieniędzy nie wystarczy.
Renata Ruman - Dzido, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Opolu mówi, że największym problemem jest chemioterapia w hematologii i raku płuc na pulmonologii. Sytuacja nie przedstawia się dobrze także na intensywnej terapii oraz chirurgii urazowo-ortopedycznej.
Szpitale na Opolszczyźnie mają już około 25 milionów złotych nadwykonań. Wojewódzkie Centrum Medyczne około 8. Nie wprowadziło jeszcze poważnych ograniczeń w dostępie do zabiegów planowych, choć dyrektor przyznaje, że rozważane są różne możliwości.
- Nie ukrywam, że podstawowym zadaniem jest zmieszczenie się w kontrakcie. WCM jest samodzielną jednostką, a ordynatorzy i lekarze też odpowiadają za możliwości kontraktu, więc takie rzeczy muszą brać pod uwagę – dodaje.
Zanim jednak znacząco wydłużą i tak już długie kolejki, dyrektorzy szpitali piszą listy do funduszu z prośbą o zwiększenie kontraktu. Dobra informacja jest taka, że są dodatkowe pieniądze, zła – są one zbyt małe, by zaspokoić apetyt wszystkich i na wszystko. Przeznaczone bowiem mają być na tzw. świadczenia nielimitowane. – Są to świadczenia związane z ratowaniem życia w kardiologii, leczeniem zawałów, jak również zapłata za porody – tłumaczy Roman Kolek z narodowego Funduszu Zdrowia.
Narodowy Fundusz Zdrowia szacuje również, że aby mógł w pełni zapłacić za wszystkie procedury związane z ratowaniem życia, będzie dodatkowo potrzebował około 20 milionów złotych. Nie planuje się natomiast zwiększenia kontraktów na zabiegi niezwiązane bezpośrednio z ratowaniem życia.
Oborska-Marciniak
red. M.D