• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Jedyny taki głos na miliony

14:10, 22.04.2012
Jedyny taki głos na miliony Jan Suzin nie żyje. Legendarny spiker i lektor Telewizji Polskiej zmarł w wieku 82 lat. Ukończył je 10 dni temu - 12 kwietnia.

Jan Suzin nie żyje. Legendarny spiker i lektor Telewizji Polskiej zmarł w wieku 82 lat. Ukończył je 10 dni temu - 12 kwietnia.

Legendarny spiker i lektor Telewizji Polskiej  nie żyje (fot. I. Sobieszczuk/TVP)
Legendarny spiker i lektor Telewizji Polskiej nie żyje (fot. I. Sobieszczuk/TVP)

Podziel się:   Więcej
Taki głos trafia się raz na dziesiątki milionów głosów. Do takich należał głos Jana Suzina. Niezwykłej barwy – niski, matowy, aksamitny, lekko nosowy. Niepodobny do żadnego innego. Są widzowie, którzy z niezliczonych filmów i seriali obcych emitowanych w Telewizji Polskiej najbardziej pamiętają głos lektora – Jana Suzina. Są też widzowie, którzy głos Jana Suzina rozpoznaliby po pierwszym słowie, usłyszawszy go w dowolnym miejscu na Ziemi. Pokazując się niemal codziennie milionom widzów jako spiker Telewizji Polskiej, przez 41 lat, był jednym z najbardziej rozpoznawalnych Polaków.

Już zawsze będzie kojarzył się kilku generacjom z westernami, filmami kryminalnymi, czy z takim serialami - nadawanymi w latach sześćdziesiątych - jak „Bonanza”, „Doktor Kildare”, „Hrabia Monte Christo”.

Był jednym z dwóch pierwszych spikerów Telewizji Polskiej. Przyszedł do niej w 1955 roku. Przez długie lata należał, wraz z Eugeniuszem Pachem oraz Edytą Wojtczak, do kanonicznej trójki spikerów ( nie było wtedy tak częstych zmian). Jednak tylko on spośród nich był także lektorem filmów. Krótko, na początku lat siedemdziesiątych zaistniał także jako spiker Dziennika Telewizyjnego. Przez kilkadziesiąt lat składał widzom życzenia noworoczne. Miał powierzchowność „podręcznikowego” dżentelmena – wysoki, szczupły, w doskonale skrojonym garniturze. Odznaczał się wytwornymi, nienagannymi manierami. Mawiano o nich – przedwojenne. Pracował w TVP do 22 listopada 1996 roku.

Z zawodu był architektem, absolwentem Politechniki Warszawskiej, ale nigdy nie uprawiał wyuczonego zawodu. Jego pasją było lotnictwo. Kochał dobre kino, teatr i literaturę. Dawało się to zauważyć w sposobie, w jaki zapowiadał pozycje programowe, które szczególnie cenił. Czynił to w sposób znaczący, jakby już smakował zapowiadaną przez siebie ucztę duchową. Miłość do kina i teatru sprawiała, że chętnie przyjmował zaproszenia do zagrania niewielkich epizodów filmowych. Najczęściej, jak np. w komediach „Nie lubię poniedziałku” czy „Brunet wieczorową porą”, pojawiał się jako on sam - Jan Suzin, spiker telewizyjny. Reżyserzy korzystali z jego kolosalnej popularności, aby dowcipnie zaznaczyć aktualność problematyki filmu. W komedii „Szczęściarz Antoni” pojawił się jako pan młody w USC. W przedstawieniu Teatru Telewizji „Długie pożegnanie” według klasycznego kryminału Raymonda Chandlera zagrał epizod policjanta.

Grażynę Torbicką wiadomość o śmierci Jana Suzina zastała za granicą.

- Zadzwoniła do mnie mama (słynna postać w historii TVP – prezenterka Krystyna Loska – przyp. KL) - Była bardzo poruszona, bo przyjaźniła się z panem Janem i przez wiele lat wspólnie pracowali. Był legendą, ikoną polskiej telewizji. Bardzo eleganckim panem o wielkiej kulturze bycia i wspaniałym, bardzo ciepłym głosie.

Andrzej Turski prezenter „Panoramy” osobiście prawie nie znał Jana Suzina: - Był niewątpliwie jednym z najważniejszych głosów Telewizji Polskiej, ciekawą osobowością.

Dla aktora Piotra Wysockiego, znanego z licznych filmów i seriali, m.in. odtwórcy roli księcia Gintułta w „Popiołach” Andrzeja Wajdy, profesora retoryki w jednej z wyższych uczelni, Jan Suzin to przede wszystkim mistrz języka polskiego:

- On mówił wspaniałą, a przy tym zrozumiałą dla wszystkich polszczyzną. Odznaczał się też ogromną kulturą bycia. Co do barwy jego głosu, to odznaczała się ona łagodnym, kojącym, ciepłym tonem. Suzin był taką osobowością, że przyciągał uwagę nawet wtedy, gdy akurat nie mówił nic szczególnie ważnego. Zwracał się jakby prywatnie do telewidzów. No i wyczuwało się w nim cudowną pasję tego, co robił.

Krzysztof Lubczyński
 
 
 
...