Złoty Stok opustoszał. Cisza w Urzędzie Pracy w Wydziale Zatrudnienia. Martwa cisza w pubach, na rynku. Cała młodzież wyjechała za granicę, bo jeszcze dwa lata temu nikt nie widział tu perspektyw i nie wiązał z tym miejscem swoich dalszych planów. Jedynie troje - i to nie najmłodszych - mieszkańców Złotego Stoku dostrzegło w tej małej mieścinie złotonośny teren. Oni nie dosyć, że zostali to jeszcze założyli dobrze prosperujące firmy i zaczęli zatrudniać ludzi z okolicy, Wrocławia i zagranicy.
Witek zamienił wyeksploatowany kamieniołom w największy park linowy w Polsce. Kupił francuską licencję o najwyższym standardzie bezpieczeństwa. Wyszkolił i zatrudnia kilkunastu studentów z Wrocławia jako instruktorów. Do tego parku przyjeżdżają poszaleć na tyrolkach ludzie z całej Polski. Wygrywa najwyższe nagrody na targach turystycznych.
Grzegorz za pieniądze zarobione w prowadzonej przez niego szwalni otworzył prywatną klinikę naturoterapii. Pacjenci leczeni są tam między innymi hirudoterapią. Potrzebne do tego pijawki / specjalny gatunek hirudo medicinalis / kupuje na Litwie, a lekarzy ściągnął z Ukrainy i Białorusi.
Elżbieta zaryzykowała majątek całej rodziny. Sprzedała gospodarstwo rolne po rodzicach i kupiła za te pieniądze jedyną w Polsce kopalnię złota. Dzisiaj zatrudnia siedemdziesiąt osób, które jako duchy, alchemicy, gnomy straszą w kopalnianym labiryncie, prowadzą kolej podziemną i w ramach oprowadzania przybliżają zwiedzającym niezwykle barwną historię kopalni w Złotym Stoku. Ich troje: Ela, Grzegorz i Witek twierdzą, ze znaleźli żyłę złota.