• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Emilia Krakowska: jestem prawdziwa

15:23, 23.11.2011
Emilia Krakowska: jestem prawdziwa Zagrała wiele wybitnych ról teatralnych. Jej pierwsza ważna rola filmowa to Malina w „Brzezinie” (1970) A. Wajdy, a poza tym wystąpiła w kilkudziesięciu filmach, m.in. w „Seksolatkach” (1971) Z. Hubnera, „Weselu” (1972) i „Ziemi Obiecanej” (1974) A. Wajdy, „Koperniku” (1973) E. i Cz. Petelskich, „Brunecie wieczorową porą” (1976) S. Barei. Czterdzieści lat temu zdobyła ogólnopolską popularność rolą Jagny w serialu „Chłopi” wg powieści Reymonta. Po latach zagrała w „Czterdziestolatku. 20 lat później” J. Gruzy (1993). W latach 1999-2009 grała Gabrielę Kalitę w serialu „Na dobre i na złe”. Epizodycznie pojawiła się też w „Ojcu Mateuszu”.

Zagrała wiele wybitnych ról teatralnych. Jej pierwsza ważna rola filmowa to Malina w „Brzezinie” (1970) A. Wajdy, a poza tym wystąpiła w kilkudziesięciu filmach, m.in. w „Seksolatkach” (1971) Z. Hubnera, „Weselu” (1972) i „Ziemi Obiecanej” (1974) A. Wajdy, „Koperniku” (1973) E. i Cz. Petelskich, „Brunecie wieczorową porą” (1976) S. Barei. Czterdzieści lat temu zdobyła ogólnopolską popularność rolą Jagny w serialu „Chłopi” wg powieści Reymonta. Po latach zagrała w „Czterdziestolatku. 20 lat później” J. Gruzy (1993). W latach 1999-2009 grała Gabrielę Kalitę w serialu „Na dobre i na złe”. Epizodycznie pojawiła się też w „Ojcu Mateuszu”.

Emilia Krakowska zakochała się w teatrze jeszcze w dzieciństwie i po dziś dzień nie schodzi ze sceny (fot. TVP)
Emilia Krakowska zakochała się w teatrze jeszcze w dzieciństwie i po dziś dzień nie schodzi ze sceny (fot. TVP)

Podziel się:   Więcej
Czy rola Jagny nie ciążyła Pani w późniejszej karierze?

- Ani trochę. Jak komuś ciąży rola, która przyniosła mu popularność, to niech się pocałuje... Jak może mi ciążyć rola w serialu, który przyniósł mi masową popularność? Przecież to byłoby niepoważne. Wcześniej grałam Jagnę w teatrze. Ciekawym trafem, w młodości, za sukces w konkursie recytatorskim w Poznaniu otrzymałam w nagrodę dwa tomy „Chłopów” Reymonta. A poza tym do dziś jestem w przyjaźni z mieszkańcami Lipców Reymontowskich, miejsca akcji powieści. Wiele więc Jagnie zawdzięczam.

Urodziła się Pani w Poznaniu, a nie na wsi. Co wniosła Pani od siebie do postaci młodej wieśniaczki?

- Tęsknotę za miłością, zachłanną ciekawość życia. To mi zostało do dziś.

Czy Pani starsi, wybitni partnerzy w „Chłopach”, Ignacy Gogolewski, grający Antka Borynę i znacznie starsi, Władysław Hańcza czyli stary Boryna albo Tadeusz Fijewski, nie onieśmielali Pani?

- Wręcz przeciwnie. Byli dla mnie ogromnym wsparciem. Pan Hańcza był czarującym, wspaniałym, bezpośrednim człowiekiem. Umiał też sypać anegdotami. Był jako Boryna bardzo królewskim chłopem. Niektórzy mówili nawet, że za bardzo królewskim. Ale jak pisał Wyspiański w „Weselu”: „Bardzo wiele, wiele z Piasta, chłop potęgą jest i basta”.

A granie w nowych serialach dało Pani satysfakcję artystyczną?

- No pewnie. Do każdej roli podchodzę z równą powagą. Mogę też powiedzieć, że zaliczana jestem do aktorek, o których mówi się, że są prawdziwe. Tak długo drążę rolę, aż stanie się w pełni moja. Wtedy trochę zaciera się różnica między mną a postacią, którą gram. Doświadczenie w „Na dobre i na złe” było bardzo ciekawe. Starałam się by moje granie było realistyczne, prawdziwe. Nawet nie to, że starałam się - ja po prostu tak mam.
W 2005 roku odcisnęła Pani swoją dłoń na Promenadzie Gwiazd w Międzyzdrojach. Czy to było najważniejsze dla Pani wyróżnienie zawodowe?

- W każdym razie bardzo ważne. Jestem z niego bardzo dumna. Także dlatego, że znalazłam się w doborowym towarzystwie, cudownej pani Barbary Krafftównej, Romana Polańskiego, Jerzego Skolimowskiego i innych. Znaleźć się z nimi na tym samym kawałku ziemi, z dłonią tam odciśniętą to była dla mnie wielka satysfakcja i radość. Przypomina mi to wspólnotę cechu zawodowego, czyli coś, co ostatnimi czasy zatracamy w naszej profesji. Jesteśmy dziś bowiem skomputeryzowani, uważamy, że wszystko jest w internecie. Coraz częściej kontakt z drugim człowiekiem nie jest nam potrzebny. Dziś ludzie chcą tylko egoistycznie zadziwiać innych. A gdzie jest miłość bliźniego? Przecież istotą sztuki jest radość dzielenia się. W naszym zabieganiu nie dostrzegamy wielu ważnych rzeczy.

Czy od mlodości marzyła Pani żeby być aktorką?


- Nawet od dzieciństwa. Jako dziewczynka urządzałam teatr na strychu lub na podwórku. Za przedstawienia zbierałam po pięć groszy. Wtedy ingerowała moja mama, księgowa. Mówiła, że skoro biorę pieniądze, to muszę zgłosić się do urzędu skarbowego. (śmiech)

A jak Pani wspomina pracę z Andrzejem Wajdą? Była Pani jedną z jego ulubionych aktorek, bo poza „Brzeziną” i „Weselem” wystąpiła Pani jeszcze w „Ziemi Obiecanej”, „Smudze cienia” i „Bez znieczulenia”.


- W „Weselu” rola Marysi, chłopki, była nawet odrobinę podobna do roli Jagny. Stroje też były podobne. Dla każdego aktora i aktorki praca z Andrzejem Wajdą jest wielkim wyróżnieniem. Jest on ogromnie inspirującym i wymagającym reżyserem. A my aktorzy lubimy, gdy się od nas wiele wymaga.

Dziękuję za rozmowę.


Rozmawiał Krzysztof Lubczyński