Lubi Pan wracać do Opola?
Naturalnie. Bardzo się cieszę, że sobie o mnie przypomniano i że po dwóch latach znów się zjawiłem. Mam ogromny sentyment do Opola, do publiczności opolskiej. Z przyjemnością obejrzałem dwa pierwsze dni festiwalu. Z niecierpliwością czekam na koncert „Piosenka jest dobra na wszystko”.
Jaki to będzie koncert?
Jest dużo piosenek takich, gdzie publiczność, która przywykła do klaskania, ale jednocześnie będzie wysłuchać pięknych tekstów. Bo o dobre teksty ostatnio nie jest łatwo...
Niestety, to prawda.
Najlepiej jeśli się równo klaszcze i nie zawraca głowy specjalnie tekstem... Wystarczą lasery, układy choreograficzne. Mówię to w swoim imieniu, bo uważam, że każde pokolenie ma swoje gusta, swoich solistów i swoje racje.
Zaśpiewa Pan w koncercie „Stacyjkę Zdrój”...
Zaproponowano mi piosenkę taką, gdzie musiałbym wykazać się aktorsko. Ani wygląd, ani głos mnie do tej piosenki predestynowały. Dlatego zaproponowano mi inną - „Stacyjkę Zdrój”. Chodzi tu o warstwę sentymentalną - mam 77 lat i odwołuję się do wspomnień.
Dla kogo Pan ją wykona?
Każdy piosenkarz śpiewa dla swojego pokolenia. Jest to piosenka, która trafi na pewno w gusta mojego pokolenia. Jestem ciekaw, kto przyjdzie... Obserwowałem publiczność wczoraj i przedwczoraj i jest to publiczność klaszcząca, zorientowana na rytmiczne, fajne piosenki, na duży głos. Podczas tego koncertu wszystkie piosenki dla nas wykonawców będą premierami.
Ma Pan lekką tremę?
Młode pokolenie zawsze spotka się z łagodniejszą oceną: „Młody, jeszcze się wyrobi”. Moje, starsze zwykle ma więcej do stracenia, dlatego też może bardziej przeżywamy. Mamy większą tremę, kiedy śpiewamy, a co dopiero nową piosenkę w swoim repertuarze... To się przeżywa. To są wszystko zasadzki tego zawodu, który wbrew pozorom nie jest lekki, łatwy i przyjemny, jak odkrył to Lucjan Kydryński.
Dziękuję i życzę udanego występu.
Niech Pani mówi: „Połamania rąk i nóg”, bo na „Udanego występu” nie mogę odpowiedzieć „dziękuję...”.