Równie proste są reguły. Dziesięciu uczestnikom konkursu Tadeusz Sznuk zadaje pytania z różnych dziedzin i o różnym stopniu trudności, ale bez morderczych pułapek typu: „czy produkt znany pod handlową nazwą popelina to dwu-, trzy- czy może cztero-metylo-ketylo-korkociąg”. Słowem trzeba się znać na wszystkim i mieć refleks i sporo szczęścia, ale do sukcesu nie trzeba wkuwać na pamięć podręczników chemii i biologii.
Najciekawsza jest walka o finał: kto odpowie poprawnie, ten wskazuje następnego odpowiadającego. Kto trzy razy nie trafi, ten odpada. No i prowadzący Tadeusz Sznuk. Cudowny radiowy głos, spokój, takt i żadnych dowcipów. A czasami aż się prosi (gdy inteligentna skądinąd młoda osóbka mówi, że Adama Michnika nie było przy Okrągłym Stole), ale Sznuk zbyt wiele lat spędził na wizji i fonii, by rajcowały go tanie dowcipy.
Gazeta Telewizyjna nr 268 wyd. waw z dn. 17/11/2000 – 23/11/2000, str. 5
Witold Bereś i Jerzy Skoczylas
Pytanie, co trzy sekundy
O którym polskim bramkarzu mówiło się, że to ten, który zatrzymał Anglię? Kto był Wielkim Księciem Litewskim, po śmierci księcia Witolda? Czy wszystkie borowiki występujące w Polsce są grzybami jadalnymi? Kornet to instrument dęty, czy strunowy? Pytania obejmują sto dziedzin, ale to liczba umowna.
- Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że dotyczą tylko jednej dziedziny - wszechświata - twierdzi Tadeusz Sznuk. Wszyscy chwalą prowadzącego za spokój i takt oraz za to, że w rozmowach z uczestnikami nie sili się na dowcipy. - To dlatego, że nigdy błyskotliwa riposta nie przychodzi mi na czas do głowy - tłumaczył swego czasu.
Inne teleturnieje Wojciecha Praeforta nie interesują, nie chciałby przebierać w kopertach “grając w ciemno”, kiedy to prowadzący robi uczestnikom “wodę z mózgu”, ani w walizkach odpowiadając ciągle na to samo pytanie “grasz , nie grasz?” Ubolewa, że nie można już w telewizji obejrzeć “Wielkiej gry” ze Stanisławą Ryster, “Miliarda w rozumie” z Januszem Weissem, czy choćby “Va banque” z Kazimierzem Kaczorem.
Tanecznym krokiem do finału
Nagrania “Jednego z dziesięciu” odbywają się w ośrodku TVP w Lublinie.
- Nagranie trwa niecałą godzinę. Ja starałem się przed wejściem do studia nie wdawać w rozmowy z innymi graczami, ale byli tacy, którzy próbowali odpytywać innych zadając pytania, na które sami znali odpowiedź. To był taki pokaz siły, który na wiele się nie zdał, ponieważ przed kamerami trema dopadała wszystkich.
Tadeusz Sznuk przyznaje, że stres prowadzi nie tylko do braku odpowiedzi na najprostsze pytania, ale nawet do omdleń. Nie zdarzyło się jednak, żeby którakolwiek z tych osób nie chciała po ocuceniu powrócić do gry. - W telewizji nie wyksztusiłbym ani słowa - przyznaje ojciec pana Wojciecha. - Bardzo często korzystam z materiałów, które zgromadził mój tata będący zapalonym szaradzistą. Posiada różne leksykony, rozwiązuje mnóstwo krzyżówek, ale w żadnym teleturniej nie chce wziąć udziału - mówi młodszy Praefort.
Teraz Wojciech Praefort przygotowuje się wielkiego finału: przegląda atlasy i podręczniki do historii skupiając się na istotnych datach i ważnych wydarzeniach. Mobilizuje go rodzina oraz koleżanki i koledzy z pracy.
- Prześcigają się w wymyślaniu trudnych pytań sprawdzając moją wiedzę. Każdy z zawodników ma swoje mocne i słabe strony. Te mocne wiążą się przeważnie z zainteresowaniami, pan Wojciech czyta klasyków, jego ulubioną książką jest “Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa. To dlatego dwuletniej obecnie córce dał na imię Małgosia. Ceni również to, co napisali: Fiodor Dostojewski, Marcel Proust, Jose Maria Vargas oraz Bolesław Prus. Chętnie słucha muzyki poważnej.
Razem z żoną Katarzyną, także lekarką, oraz z koleżankami i kolegami z oddziału bierze udział w kursie tańca towarzyskiego, podczas którego nie tylko doskonali swoje umiejętności, ale przede wszystkim świetnie się bawi i relaksuje po całym tygodniu pracy. Pan Wojciech na pierwszym miejscu wymienia walca angielskiego i tango, a z gorących rytmów latynoamerykańskich podoba mu się cha-cha i rumba. W ubiegłym roku wziął udział w tanecznym maratonie bawiąc się na parkiecie do końca, czyli przez... dwanaście godzin. W tym roku też nie zamierza odpuścić ani w tańcu, ani w teleturnieju.
www.temi.pl/archiwum/2007/2007-02-21/04_publicystyka1.php