• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Jeden z dziesięciu…

18:42, 10.09.2009
Jeden z dziesięciu… Podobno najgorsze dla uczestników teleturnieju jest pierwsze pytanie, wtedy pojawia największa trema.<br /><br /> Sposób na wygraną jest prosty, wystarczy w ciągu trzech sekund odpowiedzieć na każde z zadanych pytań, wygrywa jeden z dziesięciu zawodników. W telewizyjnym teleturnieju “Jeden z dziesięciu” od kilku tygodni utrzymuje się tarnowian Wojciech Praefort...

Podobno najgorsze dla uczestników teleturnieju jest pierwsze pytanie, wtedy pojawia największa trema.

Sposób na wygraną jest prosty, wystarczy w ciągu trzech sekund odpowiedzieć na każde z zadanych pytań, wygrywa jeden z dziesięciu zawodników. W telewizyjnym teleturnieju “Jeden z dziesięciu” od kilku tygodni utrzymuje się tarnowian Wojciech Praefort...


Podziel się:   Więcej
W bieżącym rankingu telewizyjnego teleturnieju “Jeden z dziesięciu: od kilku tygodni na pierwszym miejscu utrzymuje się tarnowianin Wojciech Praefort, mając na swym koncie 203 punkty. To bardzo dużo, więc wszystko wskazuje na to, że przejdzie do wielkiego finału z szansą wygrania 40 tysięcy zł.

- Mam wrażenie, że do naszego programu nie przychodzą łowcy nagród, tylko osoby, które chcą sprawdzić swoją wiedzę - twierdzi prowadzący program Tadeusz Sznuk i to prawda, bo panu Wojciechowi Praefortowi również nie towarzyszyła myśl o szybkim wzbogaceniu się.

– Nie myślałem o tym, czy wygram, czy przegram, skupiłem się na pytaniach. Na odpowiedź są tylko trzy sekundy, nie ma czasu do namysłu, albo się wie, albo nie. Trzeba mieć szeroką wiedzę, duży refleks i sporo szczęścia.

Podobno najgorsze dla uczestników teleturnieju “Jeden z dziesięciu” jest pierwsze pytanie, wtedy pojawia największa trema.

- W jakim narządzie jest produkowana insulina? Usłyszałem pierwsze pytanie, odetchnąłem z ulgą, odprężyłem się i skoncentrowałem na kolejnych - przyznaje Wojciech Praefort, z zawodu lekarz ze specjalizacją z anestezjologii i intensywnej terapii. Jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie oraz Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. W swoim zawodzie pracuje od momentu ukończenia studiów, czyli od dziesięciu lat. Zatrudniony jest w tarnowskim Szpitalu im. św. Łukasza, oprócz tego w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Tarnowie prowadzi zajęcia ze studentami fizjoterapii i wychowania fizycznego. To oni najbardziej się denerwowali, gdy w ostatniej części programu brał pytania “na siebie”, oszczędzając przeciwników. Ryzyko jednak się opłaciło.

Rodzina i znajomi trzymali kciuki siedząc przed telewizorem. Uczestnicy nie mogą bowiem liczyć na doping widowni, teleturniej rozgrywany jest bez udziału publiczności, ponieważ nie udało się powstrzymać widzów... przed ruszaniem ustami, gdy znali odpowiedź.

“Jeden z dziesięciu” cieszy się nieustającą sympatia widzów od 1994 r. Jeśli wierzyć badaniom, ogląda go najwięcej osób z wyższym wykształceniem. Proste reguły, duch rywalizacji i możliwość poszerzania swojej wiedzy przyciągają tygodniowo miliony widzów.
Pytanie, co trzy sekundy
O którym polskim bramkarzu mówiło się, że to ten, który zatrzymał Anglię? Kto był Wielkim Księciem Litewskim, po śmierci księcia Witolda? Czy wszystkie borowiki występujące w Polsce są grzybami jadalnymi? Kornet to instrument dęty, czy strunowy? Pytania obejmują sto dziedzin, ale to liczba umowna.

- Równie dobrze moglibyśmy powiedzieć, że dotyczą tylko jednej dziedziny - wszechświata - twierdzi Tadeusz Sznuk. Wszyscy chwalą prowadzącego za spokój i takt oraz za to, że w rozmowach z uczestnikami nie sili się na dowcipy. - To dlatego, że nigdy błyskotliwa riposta nie przychodzi mi na czas do głowy - tłumaczył swego czasu.

Inne teleturnieje Wojciecha Praeforta nie interesują, nie chciałby przebierać w kopertach “grając w ciemno”, kiedy to prowadzący robi uczestnikom “wodę z mózgu”, ani w walizkach odpowiadając ciągle na to samo pytanie “grasz , nie grasz?” Ubolewa, że nie można już w telewizji obejrzeć “Wielkiej gry” ze Stanisławą Ryster, “Miliarda w rozumie” z Januszem Weissem, czy choćby “Va banque” z Kazimierzem Kaczorem.

Tanecznym krokiem do finału

Nagrania “Jednego z dziesięciu” odbywają się w ośrodku TVP w Lublinie.

- Nagranie trwa niecałą godzinę. Ja starałem się przed wejściem do studia nie wdawać w rozmowy z innymi graczami, ale byli tacy, którzy próbowali odpytywać innych zadając pytania, na które sami znali odpowiedź. To był taki pokaz siły, który na wiele się nie zdał, ponieważ przed kamerami trema dopadała wszystkich.

Tadeusz Sznuk przyznaje, że stres prowadzi nie tylko do braku odpowiedzi na najprostsze pytania, ale nawet do omdleń. Nie zdarzyło się jednak, żeby którakolwiek z tych osób nie chciała po ocuceniu powrócić do gry. - W telewizji nie wyksztusiłbym ani słowa - przyznaje ojciec pana Wojciecha. - Bardzo często korzystam z materiałów, które zgromadził mój tata będący zapalonym szaradzistą. Posiada różne leksykony, rozwiązuje mnóstwo krzyżówek, ale w żadnym teleturniej nie chce wziąć udziału - mówi młodszy Praefort.

Teraz Wojciech Praefort przygotowuje się wielkiego finału: przegląda atlasy i podręczniki do historii skupiając się na istotnych datach i ważnych wydarzeniach. Mobilizuje go rodzina oraz koleżanki i koledzy z pracy.

- Prześcigają się w wymyślaniu trudnych pytań sprawdzając moją wiedzę. Każdy z zawodników ma swoje mocne i słabe strony. Te mocne wiążą się przeważnie z zainteresowaniami, pan Wojciech czyta klasyków, jego ulubioną książką jest “Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa. To dlatego dwuletniej obecnie córce dał na imię Małgosia. Ceni również to, co napisali: Fiodor Dostojewski, Marcel Proust, Jose Maria Vargas oraz Bolesław Prus. Chętnie słucha muzyki poważnej.

Razem z żoną Katarzyną, także lekarką, oraz z koleżankami i kolegami z oddziału bierze udział w kursie tańca towarzyskiego, podczas którego nie tylko doskonali swoje umiejętności, ale przede wszystkim świetnie się bawi i relaksuje po całym tygodniu pracy. Pan Wojciech na pierwszym miejscu wymienia walca angielskiego i tango, a z gorących rytmów latynoamerykańskich podoba mu się cha-cha i rumba. W ubiegłym roku wziął udział w tanecznym maratonie bawiąc się na parkiecie do końca, czyli przez... dwanaście godzin. W tym roku też nie zamierza odpuścić ani w tańcu, ani w teleturnieju.

www.temi.pl/archiwum/2007/2007-02-21/04_publicystyka1.php
 

ankieta

Kto z zawodników, którzy zdobyli najwięcej punktów, wygra „Wielki finał” tej edycji programu?