Do awarii doszło trzy tygodnie
temu. Tymczasem nadal nie wiadomo dlaczego
stacja uzdatniania wody nie dostarcza
wystarczającej jej ilości. To nowa i
bardzo droga inwestycja o wartości 6
milionów złotych, która cały czas jest na
gwarancji. Szef jarosławskiego
Przedsiębiorstwa Wodociągów odbiera setki
telefonów od zdenerwowanych mieszkańców i
przyznaje że niewiele może zrobić.
-
”My nie mamy dostępu nawet do systemu
i też nie znamy szczegółów
technologicznych i parametrów, obiekt
jest
na gwarancji, wykonawca winien to
naprawić,
tylko niestety 3 tygodnie trwa gehenna
mieszkańców i nie widzimy końca żeby
przywrócić dostawy wody.”
Miejskie przedsiębiorstwo nie może
wynająć innej firmy serwisowej bo
jakakolwiek ingerencja oznaczałaby
utratę 5-letniej gwarancji
Mieszkańcy się denerwują.
Problemu nie ma na niżej położonych
miejskich osiedlach
na tych wyżej położonych
wody trudno nałapać.
Mieszkańcy wyższych pięter bloków osiedli
Jagiellonów Pułaskiego Wojska
Polskiego Widnej Góry i Kidałowic muszą
pobierać wodę z beczkowozów.
Nowa stacja uzdatniana to niemiecka
technologia tzw. filtrów
membranowych a polskie
wykonanie miała służyć
miastu lata.
Możliwe, że do problemów przyczyniły się
także rekordowo niskie temperatury.
Podobnie jak w podjarosławskiej Wiązownicy
gdzie z kolei są poważne problemy z
odprowadzaniem ścieków.
Z powodu mrozów zepsuło się 150 sterowników, które sterują kanalizacją podciśnieniową.
Gmina wydała już 100 tysiecy złotych potrzeba kolejnych
200 tysięcy by kanalizacja działała
wiosną.
Kanalizacja w Wiązownicy to także
niemiecka technologia a polskie wykonanie.
Kosztowała 11 milionów złotych.
Beata Bartman