Na początku nieśmiało ale za chwilę z impetem szaraki opuszczały klatki. Wiadomo - "lepszy na wolności kąsek lada jaki niźli w niewoli przysmaki". Te akurat zajączki trafiły tu z naturalnej hodowli. To znaczy , że dostawały takie same pasze, jakie znajdują w naturze. Z jadłospisem powinny więc sobie poradzić.
Szaraki mają zasilić podkarpackie stada, bo te w ostatnich latach zdziesiątkowały choroby np. kokcydioza, ale też drapieżniki. Masowe szczepienia przeciw wściekliźnie sprawiły, że drapieżniki czują się u nas doskonale i lubią sobie pojeść, a ich łupem padają właśnie zające. Myśliwi maja więc wielkie zadanie - odtworzyć stada. Od dwunastu lat na Podkarpaciu nie poluje się na zające. To właśnie przez to, że ich pogłowie zmalało dziesięciokrotnie. Myśliwi nie polują więc mają dużo czasu na pomoc i szarakom i innym zwierzętom. Przemyskie szaraki przechodzą teraz twardą aklimatyzację. W najgorszym wypadku - nie przeżyją. W najlepszym - swoje - zdrowe geny - przekażą kolejnym pokoleniom. I o to chodzi.
Anna Tomczyk