Sprawdził się najczarniejszy scenariusz. Polski Związek Głuchych w Rzeszowie zwołał posiedzenie zarządu i ogłosił likwidację oddziału. W regionie na etatach związku pracowało 10 osób, 5 w samym Rzeszowie. Pierwszego października wszyscy dostali wypowiedzenie umów o pracę z powodów ekonomicznych. Związek ma prawie 90 tysięcy złotych długu wobec PFRON-u i ZUS-u. Kwota była jeszcze większa, ale dzięki społecznej pracy udało się spłacić 20 tysięcy. Ale ludzie nie mają tu już etatów i nie mają też czasu, by społecznie spłacać dług po poprzednim zarządzie.
Były kierownik podkarpackiego oddziału związku został zwolniony dyscyplinarnie. A gdy zażądał w sądzie odszkodowania i zaległego wynagrodzenia usłyszał w wyroku:
"W ocenie sądu trzeba przyjąć w zachowaniu powoda rażące niedbalstwo, poprzez niedochowanie minimum staranności i zaniechanie wymaganej kontroli dokumentacji i rozliczeń finansowych oddziału".
Te "rażące błędy " i "niedbalstwo" także w rozliczeniach z ZUS-em i PFRON-em skutkują do dziś. Prośby o pomoc w tak trudnej sytuacji nowy zarząd Związku w Rzeszowie pisał do premiera i posłów z Podkarpacia. Miasto pomogło dając najniższą stawkę czynszu. O wsparcie dla głuchych apelował nawet biskup rzeszowski. Ale wyjście z zadłużenia przerosło możliwości nawet ludzi o najszczerszych intencjach. Dziś związek zmuszony jest rozwiązać się i zamknąć drzwi przed dwoma tysiącami głuchych z regionu. A ci bez pomocy słyszących są całkowicie bezradni.
Po zamknięciu oddziału dotychczasowi tłumacze języka migowego będą mogli pomagać głuchym jedynie społecznie ale tylko od nich zależy czy się zgodzą. Na razie szukają pracy, żeby utrzymać własne rodziny.
Anna Tomczyk