• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Joanna Moro: życie napisało taki scenariusz

10:15, 19.02.2013
Joanna Moro: życie napisało taki scenariusz – Przez osiem miesięcy byłam oderwana od rodziny. Lataliśmy samolotami z planu na plan – zdjęcia były kręcone m.in. na Krymie, w Warszawie, we Lwowie, w Kijowie, w Bachczysaraju, we Włoszech. Po emisji serialu stałam się w Rosji prawie tak popularna jak Barbara Brylska – mówi o pracy na planie serialu „Anna German”, grająca rolę tytułową, aktorka Joanna Moro.

– Przez osiem miesięcy byłam oderwana od rodziny. Lataliśmy samolotami z planu na plan – zdjęcia były kręcone m.in. na Krymie, w Warszawie, we Lwowie, w Kijowie, w Bachczysaraju, we Włoszech. Po emisji serialu stałam się w Rosji prawie tak popularna jak Barbara Brylska – mówi o pracy na planie serialu „Anna German”, grająca rolę tytułową, aktorka Joanna Moro.

Joanna Moro jako Anna German (fot. TVP)
Joanna Moro jako Anna German (fot. TVP)

Podziel się:   Więcej
Jakie jest główne przesłanie tego serialu?

– My z Szymonem Sędrowskim gramy słynną parę – Annę German i jej męża Zbyszka Tucholskiego. Myślę, że takiej miłości nie ma i nie będzie. Między nimi była taka miłość, która się nie zdarza. Bardzo bym chciała, by widzowie poznali, jak pięknym uczuciem siebie darzyli bohaterowie tego serialu.

Czy musiała się Pani bardzo mocno przygotowywać do tej roli od strony biograficznej. Anna German to postać rzeczywista, nie fikcyjna. Jak wyglądały przygotowania?

– Wydaje mi się, że najciekawszym momentem pracy nad rolą jest przygotowanie. Wtedy człowiek jest tak nabuzowany energią, chce się jak najwięcej dowiedzieć. Ja miałam tu o tyle dobrze, że pan Zbyszek Tucholski mieszka w Warszawie. Spotkałam się też z Mariolą Pryzwan, wielką fanką i biografką Anny German. Ona mi bardzo dużo pomogła. Pokazała mi piękne albumy ze zdjęciami Anny German, często niepublikowanymi. Pokazała mi też rzeczy osobiste Anny German – torebki, szale. Było to niezwykle wartościowe.
 
Uczyłam się specjalnie śpiewu metodą Anny German. Ona miała tak od Boga, ale generalnie ludzie tak nie mają i tego się trzeba uczyć – tej postawy, jak prezentowała się na scenie, jak otwierała usta, aby wydobyć tak niesamowicie wysoki głos. Poza tym uczyłam się też włoskiego, bo mamy dwa odcinki właśnie w tym języku. Anna biegle mówiła po włosku i nie było wyjścia – trzeba było się podszkolić. German mówiła w siedmiu językach, a śpiewała chyba w jeszcze większej liczbie, bo śpiewała też np. po chińsku. Znam język rosyjski, a dzięki tej roli dokształciłam się jeszcze i mogłam sobie w szukać informacji o Annie German w rosyjskich portalach internetowych. I tam, muszę przyznać jest dużo więcej informacji niż w języku polskim.

Musieliśmy delikatnie podejść do sprawy. Zdawaliśmy sobie sprawę jaka odpowiedzialność na nas spoczywa. Szymon grał człowieka, który dzisiaj jest, żyje, myśli i ogląda ten serial. Muszę powiedzieć, że pan Zbigniew zwierzał mi się, że jemu się bardzo podoba Szymon w tej roli. Zastrzegał się tylko, że nie jest aż taki przystojny. (śmiech)
 
 
 
...
 
Anna German urodziła się w Uzbekistanie. Pani pochodzi z Wilna. Czy ten klimat, nazwijmy to wschodni, pomógł Pani tę postać wykreować?

– Po przeczytaniu scenariusza nie było wątpliwości, że jest to rzecz wielka. Tu nie trzeba dużo wymyślać. Życie napisało taki scenariusz, że w to się po prostu wchodziło i się było na tym planie. Tu miało pewne znaczenie, że jest ten język rosyjski, że się urodziłam w Związku Radzieckim i to mi dało pewną łatwość wchodzenia w tę postać. Ten język rosyjski w dzieciństwie zawsze był wokół mnie. Ja się urodziłam w rodzinie polskiej i w domu mówiło się wyłącznie po polsku, ale jak się chodziło do sklepu, to słyszało się rosyjski. Chociaż jako dziecko nie mówiłam po rosyjsku, to pamiętam te przepiękne radzieckie dobranocki. To wszystko sprawiło, że  poczułam niezwykłą bliskość dla tej postaci. Chociaż jestem osobą zupełnie inną niż Anna German. Ja jestem osobą energiczną, nawet szaloną, i tutaj musiałam stonować, bo Anna prezentowała niesamowity spokój. Było to takie ciekawe przełamanie siebie.

Jak się Pani przygotowywała do tej roli, jeśli chodzi o podkładanie głosu w piosenkach?

– Bardzo chciałam śpiewać w tym serialu, bo zakochałam się w piosenkach Anny German. Nie tylko chodzi o ich melodyjność, ale także o teksty. Każda z piosenek miała do przekazania coś istotnego i ponadczasowego. Rosyjscy producenci powiedzieli, że takiego tembru głosu nie da się uchwycić. Bardzo walczyli, by uzyskać prawa do piosenek. Przed produkcją serialu nauczyłam się wszystkich utworów Anny German. Na planie była puszczana piosenka German i ja z nią śpiewałam. W momentach a capella śpiewa Władysława Wdowiczenko, ukraińska piosenkarka z Odessy, która ma bardzo podobny tembr głosu i głównie wykonuje piosenki z repertuaru Anny German.
 
Dziś, nie tylko w Polsce, ale w całej Europie coraz rzadziej produkuje się seriale biograficzne. Jak to się stało, że doszło do realizacji serialu „Anna German”?

– Ten serial powstał dzięki rosyjsko-ukraińskiej firmie producenckiej Star Media. Wład Riaszyn i Galina Bałan-Timkina trzy lata walczyli, by scenariusz powstał, i by ktoś go przeczytał. Trzeba było też rozstrzygnąć, z jakiego kraju aktorzy mają zagrać i gdzie to ma być kręcone. Projekt był bardzo starannie przygotowany. Dzisiaj takich biograficznych seriali jest mało, raczej robi się sensacyjne, czy obyczajowe. Wyłożone zostały duże środki finansowe, by ten serial powstał.
Czy sądzi Pani, że w Polsce serial będzie oglądany?

– Moim zdaniem film jest tak zrealizowany, że widz się nie może oderwać od ekranu. W Rosji puszczano codziennie po dwa odcinki i właśnie tak było. Anna German jest w Rosji bardzo popularna i każdy ją zna. Zresztą nie tylko w Rosji, bo w zasadzie we wszystkich państwach b. ZSRR. W Uzbekistanie rok 2011 był rokiem Anny German, która tam jest uznawana za narodową artystkę. Serial był pokazywany m.in. w krajach nadbałtyckich, w Niemczech, Izraelu. Niemal w każdym z tych krajów traktują Annę German jak „naszą” i w tym tkwi jej fenomen.

Czy liczy Pani, że udział w serialu „Anna German” zaowocuje kolejnymi propozycjami z Rosji?

– O castingu do serialu dowiedziałam się przypadkiem od koleżanki, które mnie zachęcała: „znasz rosyjski, może zgarniesz rolę drugoplanową”. Dostałam rolę główną. Praca nad serialem to była moja największa przygoda życiowa. Przez osiem miesięcy byłam oderwana od rodziny. Lataliśmy samolotami z planu na plan – zdjęcia były kręcone m.in. na Krymie, w Warszawie, we Lwowie, w Kijowie, w Bachczysaraju, we Włoszech. Po emisji serialu stałam się w Rosji prawie tak popularna jak Barbara Brylska. (śmiech) Mam nadzieję, że jakieś kolejne propozycje z Rosji nadejdą. Ja w każdym razie szlifuję swój rosyjski. Jestem w trakcie lektury „Anny Kareniny” w oryginale, chociaż w skupieniu nie pomaga mi fakt, że mój synek ma dwa miesiące.

I na koniec pytanie, które musimy zadać – czy w szkole była może Pani nazywana Jeanne Moreau?

– Tak. Nazywał mnie tak Mariusz Benoit. (śmiech)

Dziękujemy za rozmowę.

Rozmawiali: Krzysztof Lubczyński i Paweł Pietruszkiewicz