Polubił Pan Japycza mimo, że „nadużywa” „Mamrota”?
– On może i nadużywa, ale z większym umiarem niż koledzy z ławki pod sklepem. Jest starszym człowiekiem i wie, że musi się oszczędzać. Polubić go musiałem, skoro go gram. Ale jakbym go nie polubił, to też musiałbym go grać (śmiech).
Jest Pan aktorem o ogromnym doświadczeniu, także w serialach, od czasu Gustlika w legendarnych „Czterech pancernych i psie”…
– To był dobry serial, zdobył rekordową popularność. Ludzie powszechnie rozpoznawali mnie na ulicy. Po latach, jak się starzałem, rozpoznawało mnie mniej ludzi. Od czasu „Rancza” znów zwracam uwagę tam, gdzie się pojawię. Uważam, że to bardzo dobry serial, zrobiony z humorem, dowcipny. Poza tym każdy widz może z niego wyciągnąć jakąś refleksję dla siebie. Na podstawie tej małej społeczności wiejskiej można zobaczyć różne problemy naszego życia.
Stach Japycz to brat zmarłego Jana Japycza, którego grał Pana zmarły kolega Leon Niemczyk. Podobnie jak Pana Stach, był on typem wiejskiego filozofa…
– No, ale mój bohater nie jest aż tak elokwentny, nie ma aż takich doświadczeń życiowych, takiej „gadki”. Stach Japycz jest skromniejszym człowiekiem. Za to jest bardzo poczciwy, uczuciowy, spragniony towarzyszki życia, o czym świadczy jego późne małżeństwo z Michałową. On mi się kojarzy z „Żywotem człowieka poczciwego” Mikołaja Reja.
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński.