Jakie jest Pani miejsce w „Galerii”?
- Moja bohaterka, Laura, to przedstawicielka średniej klasy, która zakłada sklep w galerii handlowej. Nie jest to łatwe i przeżywa liczne kłopoty ekonomiczne. Jest przecież kryzys. Nie to jednak jest w tej postaci najważniejsze. Laura ma burzliwe życie emocjonalne. Jest mężatką z dwudziestoletnim stażem, ma dorosłe dzieci. Przeżywa też kryzys małżeński.
Na jakim tle?
- Raczej nie dlatego, że znudziła się mężem, ale dlatego, że mało ze sobą przebywają, bo oboje są bardzo zajęci. Zwłaszcza mąż, policjant, który ciągle jest poza domem. Laura czuje się ciągle silna, pełna energii, ma ochotę żyć, więc kogoś potrzebuje.
No i pewnie znajduje?
- Jakże by inaczej. Wybucha wielki romans miedzy nią a właścicielem galerii, Woydattem. Mogę tylko powiedzieć, że romans skończy się dość dramatycznie, a Laura wróci do męża, Wiktora. Gra go Marek Kalita. Wiktora wszyscy bardzo lubią i współczują mu jako zdradzanemu mężowi i wyrzuconemu z pracy.
Czyli gra Pani żonę – czarny charakter?
- Nie do końca. Jej zdrady nie można ocenić jednoznacznie negatywnie. Ona zdradza nie z kaprysu, z nudy, ale dlatego że jest bardzo samotna. Męża nie widuje, a dzieci są dorosłe.
Weszła Pani w rolę bezproblemowo?
- Bez trudności. Mam w sobie tę niezbędną w serialu umiejętność szybkiej mobilizacji. Nawiasem mówiąc mieszkam blisko galerii handlowej, często w niej bywam, więc weszłam w ten klimat jak w masło.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Krzysztof Lubczyński