Arogancki, za to niezwykle kompetentny profesor Falkowicz to nowy bohater serialu „Na dobre i na złe”. Tę postać gra Michał Żebrowski. Falkowicz jest światowej sławy specjalistą, który podejmuje się leczenia beznadziejnych przypadków medycznych.
Wspominał Pan niedawno o licznych propozycjach filmowych, które napływają do Pana z Rosji. Co zadecydowało, że zamiast nich wybrał Pan polski serial medyczny „Na dobre i na złe”?
– Otrzymałem zaskakująco dobrze napisaną 6-miesięczną propozycję roli w serialu „Na dobre i na złe”, który od 13 lat cieszy się szaloną popularnością wśród Polaków, co jest sukcesem nawet na skalę europejską. Cieszę się, że mogłem wziąć w nim udział. A co do produkcji rosyjskich – jestem młodym małżonkiem i jeszcze młodszym ojcem, dlatego ostatnią rzeczą, na jaką mam teraz ochotę, są wyjazdy. Otworzyłem się na telewizję i cieszę się, że mogę po pracy wracać do domu.
Arogancki i gburowaty, za to niezwykle kompetentny profesor Falkowicz, którego Pan gra, jest światowej sławy specjalistą, który podejmuje się leczenia beznadziejnych przypadków medycznych. Wypisz wymaluj dr Gregory House – genialny acz niesympatyczny lekarz – w postać którego wciela się Hugh Laurie...
– Falkowicz jest barwną postacią i rzeczywiście nie boi się trudnych przypadków. W pierwszym odcinku na przykład operuje człowieka z dzidą w brzuchu. Arogancja i gburowatość Falkowicza sprawia, że to interesujący materiał do gry. Aktor nie powinien jednak oceniać postaci, którą gra, lecz wykorzystywać każdy element, żeby uatrakcyjnić widzowi oglądanie. W mojej roli jest co pokazywać.
A czy uważa Pan, że „Dr House” to ciekawy serial?
– Lubię „Dr House’a”. Główny bohater jest niewątpliwie świetnie zagrany przez Hugh Laurie’ego. Rola ta, podobno, doskonale do niego pasuje – aktorsko i prywatnie. Kiedyś czytałem wywiad, w którym Laurie opowiadał, jak po przeczytaniu scenariusza „Dr House’a”, doszedł do wniosku, że musi w tym serialu zagrać, bo to o nim. Uśmiechnąłem się wówczas pod nosem.
A czy profesor Falkowicz jest do Pana podobny?
– Myślę, że w każdym z nas drzemie profesor Falkowicz.
Niedawno zakończył Pan pracę na planie thrillera „Sęp”. Kiedy będziemy mogli zobaczyć Pana w roli policyjnego asa?
– Film jest na etapie montażu. Przed mami drobne dokrętki. Wszystko jest na dobrej drodze, aby jesienią widz otrzymał świetne, trzymające w napięciu, kino.
Do roli w tym filmie spektakularnie się Pan odchudził. Czy konsekwentnie wprowadza Pan w czyn postanowienie a propos regularnych treningów w celu utrzymania kondycji i formy?
– Tak, bo profesor Falkowicz z „Na dobre i na złe” również musi dobrze wyglądać.
Ostatnio wzbogacił Pan swoje aktorskie konto nie tylko o rolę lekarza i policjanta, ale i żołnierza. W filmie „Tajemnica Westerplatte” Pawła Chochlewa zagrał Pan majora Henryka Sucharskiego...
– Zdjęcia do „Tajemnicy Westerplatte” były bardzo ciężkie, ale i bardzo ciekawe. Wydaje mi się, że powstanie film inaczej niż dotychczas ukazujący wojnę i to kim tak naprawdę jest na tej wojnie człowiek.
Przerwane zdjęcia, zmiany obsadowe w trakcie realizacji, afera finansowa – historia tworzenia „Tajemnicy Westerplatte” sama w sobie nadawałaby się na scenariusz filmowy...
– Uważam, że reżyserowi stała się krzywda. W ubiegłym roku przyszedł do mnie zdeterminowany, potężny mężczyzna, który chciał zrobić film. Opowiedział przykrą historię o producentach, którzy go zawiedli i sprawili, że produkcja stała się jeszcze bardziej kontrowersyjna. Przejrzałem materiały, spodobały mi się, zobaczyłem, że reżyser świetnie pracuje z aktorami. Dzięki Jackowi Samojłowiczowi, bo to on wyłożył pieniądze na produkcję, film dokończono. Cieszę się, że tak renomowany producent wziął pod swoje skrzydła Pawła Chochlewa, który mógł zrealizować swoją wizję Westerplatte.
Czy fakt, że wszedł Pan w rolę majora Sucharskiego, zastępując w ten sposób Bogusława Lindę, był dla Pana dodatkową komplikacją?
– Nie. Bardzo podobał mi się sposób, w jaki Bogusław grał Sucharskiego. Postanowiłem jednak zagrać go całkowicie inaczej. Jacek Samojłowicz zadbał o mój komfort w czasie produkcji. Po zakończonych zdjęciach zobaczyłem uśmiech na twarzy reżysera.
Powody do zadowolenia ma Pan również jako dyrektor Teatru 6. piętro...
– Cieszę się, że nasz repertuar jest coraz bogatszy, a w przedstawieniach grają tak wspaniali aktorzy jak Andrzej Grabowski, Piotr Fronczewski, Wojciech Pokora czy Daniel Olbrychski, który w grudniu obchodził u nas 50-lecie swojej pracy artystycznej. Jesteśmy zaszczyceni, że tej miary artysta, który w polskiej kulturze zapisał się złotymi zgłoskami, wybrał właśnie naszą scenę na miejsce jubileuszu. Jako dyrektor teatru cieszę się również, że widzowie szturmują kasy, a publiczność bije brawo na stojąco.
Czy oprócz biegania z planów filmowych do teatru robi Pan coś jeszcze dla swej kondycji?
– Tak. Staram się regularnie ćwiczyć, ciężko pracować, ale też zasłużenie odpoczywać.
Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Ewa Jaśkiewicz/AKPA