Nie grałeś do tej pory w serialach. Jak to się stało, że trafiłeś do obsady „1920. Wojna i miłość”?
– Sam zachodzę w głowę, jak to się stało. Do tej pory unikałem castingów do seriali, bo nie lubię banału, jaki panuje w polskiej telewizji. W zdjęciach próbnych do tej produkcji zdecydowałem się wziąć udział tylko dlatego, że rola oficera w serialu historycznym wydawała mi się niezwykle interesująca. Fakt, iż znalazłem się na tych zdjęciach razem z Wojtkiem Zielińskim wiele mi pomógł. Szybko udało nam się znaleźć wspólny język i to chyba było też widać okiem kamery.
Ty, Kuba Wesołowski i Wojtek Zieliński przez kolegów z planu nazywani jesteście trzema muszkieterami. Skąd takie porównanie?
– Przyznam, że podczas zdjęć trzymaliśmy się razem, pewnie stąd to porównanie. To są dobrzy, inteligentni aktorzy i świetni kompani. Współpracuje się z nimi rewelacyjnie. Dogadujemy się nie tylko na ekranie, ale również poza nim.
Jak potoczą się wojenne losy Józefa Szymańskiego?
– Ciekawie, dramatycznie, zaskakująco – tyle mogę zdradzić. Serial tworzy fabularną całość od pierwszego do trzynastego odcinka. Nie wiem, na jakim etapie będą widzowie czytając ten wywiad. Nie chcę za dużo zdradzać, aby nie popsuć im przyjemności oglądania.
A miłość?
– Józef będzie bohaterem tragicznym, mimo że pierwsze odcinki pokazują jego ogromne szczęście. Jest to człowiek, od którego widzowie będą mogli się wiele nauczyć, gdyż nie poddaje się, pomimo wielu przeciwności losu.
Co było trudnego w tej roli?
– Najtrudniej było opowiedzieć wiarygodnie historię tego człowieka. W filmach historycznych wiarygodność jest trudniejsza niż w opowiadaniach współczesnych. W innych czasach ludzie kierowali się innymi wartościami i musieli radzić sobie z sytuacjami, które nam są obce. Gdy obejrzę całość – będę wiedział, czy udało mi się sprostać temu zadaniu.
A musiałeś zdobyć nowe umiejętności praktyczne?
– Na potrzeby serialu mieliśmy kilkudniowe zgrupowanie, na którym próbowano nauczyć nas jazdy konnej i fechtunku z konia. To było prawdziwe wyzwanie, by w tak krótkim czasie opanować wszystkie potrzebne umiejętności. Była to też, a może przede wszystkim, świetna zabawa.
Czy nosząc mundur, a w ręku broń czułeś się prawdziwym mężczyzną, twardzielem?
– Czułem się innym mężczyzną. Mundur sugeruje postawę bardziej wyprostowaną niż na co dzień.
Zdjęcia już się zakończyły. Liczysz, że będzie kontynuacja?
– Jeśli serial wzbudzi zainteresowanie widzów, to temat wart jest kontynuacji. Każdy przejaw kostiumowego kina, czy to będzie serial telewizyjny, czy film fabularny, jest potrzebny. Ale jeśli producenci zdecydują się nagrywać kolejną transzę „Wojny i miłości”, to mnie już nie będzie to dotyczyć. Józef Szymański ginie.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Ewa Pokrywa/AKPA