• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Cadillac One, czyli czym jeździ Barack Obama

09:48, 25.05.2011
Cadillac One, czyli czym jeździ Barack Obama Ochroniarze prezydenta nazywają ten samochód „bestią”, inne określenia to „czołg na kołach” albo „jeżdżący bunkier”. Limuzyna prezydenta USA to prawdopodobnie najlepiej zabezpieczony samochód na świecie. Zazwyczaj mówi się o nim Cadillac One.

Ochroniarze prezydenta nazywają ten samochód „bestią”, inne określenia to „czołg na kołach” albo „jeżdżący bunkier”. Limuzyna prezydenta USA to prawdopodobnie najlepiej zabezpieczony samochód na świecie. Zazwyczaj mówi się o nim Cadillac One.

W prezydenckiej limuzynie można pracować lub odpocząć (fot. whitehouse.gov)
W prezydenckiej limuzynie można pracować lub odpocząć (fot. whitehouse.gov)

Podziel się:   Więcej
Po raz pierwszy Obama jechał nim w czasie własnej uroczystości inauguracyjnej 20 stycznia 2009 roku. Już niedługo jadącego nim prezydenta będzie można zobaczyć na ulicach Warszawy.

„Prezydencka limuzyna to Cadillac, ale nie jest to przeróbka żadnego pojedynczego modelu. Samochód został zbudowany według precyzyjnych specyfikacji, przeszedł przez ekstremalne procedury testowe i konstrukcyjne, ponadto można w nim znaleźć wiele z najlepszych cech seryjnych Cadillaców, jak charakterystyczny design, ręcznie szyte obicia wnętrz” – tak przed prezydencką inauguracją przedstawiała limuzynę reporterom CNN Joanne K. Krell z GMC.

Nadane pojazdowi określenia doskonale odzwierciedlają rzeczywistość. Cała podłoga jest chroniona metalową płytą o grubości 12 cm, równie gruby pancerz chroni nadwozie. Drzwi mają grubość aż 20 cm i ważą tyle samo, co drzwi w pasażerskim Boeingu 757. Szyby mają, bagatela!, 5 cm grubości.

To wszystko po to, aby uchronić pasażerów przed przydrożnymi bombami i granatami. Ostrzał z broni ręcznej wydaje się w tym przypadku bezcelowy. Nawet zbiornik z paliwem jest chroniony i wypełnia go specjalna pianka zapobiegająca eksplozji. Pasażerom nie zagrozi również broń chemiczna ani biologiczna. Wnętrze samochodu jest hermetycznie odseparowane od otoczenia i posiada własny system podtrzymywania życia.

Prezydent USA nie jest zdany wyłącznie na samą limuzynę. Szkolony przez służby specjalne kierowca potrafi wykonywać najbardziej skomplikowane manewry, aby – w razie czego – uciec z miejsca zagrożenia. Systemy noktowizyjne pozwalają mu prowadzić pojazd w całkowitej ciemności. Dodatkowo samochód wyposażony jest w wyrzutnie gazu łzawiącego, a w kabinie kierowcy znajduje się broń dużego kalibru. W pzypadku zranienia amerykańskiego przywodcy jego limuzyna może być także mini szpitalem. W bagażniku przewożony jest zapas krwi odpowiadającej grupą tej, którą ma aktualnie urzędujący prezydent.

Osiągi „bunkra na kołach” nie są najlepsze. Prezydencka limuzyna rozpędza się maksymalnie do 100 km/h i zajmuje jej to aż 15 sekund. Nie można jednak narzekać, opancerzone auto waży bowiem aż 8 ton. O „Caddilac One” nie można też powiedzieć, że jest autem ekonomicznym. Na 100 km „zżera” aż 30 litrów benzyny.

Przy tym wszystkim nie zapomniano o wygodzie. W prezydenckiej kabinie może zmieścić się pięciu pasażerów, łącznie samochodem może podróżować siedem osób, wliczając kierowcę. Prezydent ma do dyspozycji wyposażenie potrzebne do pracy, z łącznością satelitarną i bezprzewodową siecią. Czas może mu uprzyjemnić odtwarzacz audio z 10-płytowym CD. Jak głoszą plotki, w Cadillacu One można często posłuchać Boba Dylana i Steviego Wondera.

Podróżowanie w tak zabezpieczonym samochodzie ma specyficzne konsekwencje. „Myślę, że prezydent będzie zaskoczony tym, w jakim stopniu limuzyna stanowi kokon. Dźwięki otoczenia całkowicie znikną i będzie zupełnie odizolowany. W tym samym czasie, myślę, że będzie zaskoczony możliwościami komunikacji: telefonami, satelitami, internetem na wyciągnięcie palca” – opowiadał były kierowca Billa Clintona Joe Funk w wywiadzie dla CNN, przed inauguracją prezydentury Baracka Obamy. „Z jednej strony totalne odizolowanie od społeczeństwa, z drugiej komunikacja z całym światem w dowolnym momencie” – mówił Funk. To chyba doskonale symbolizuje charakter naszych czasów.

(mb, PAP)