• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

UFO nad Gdynią, czyli… polskie Roswell

10:18, 21.01.2011
UFO nad Gdynią, czyli… polskie Roswell Była szósta rano 21 stycznia 1959 r. Nagle niebo nad wzburzonym morzem w porcie w Gdyni rozświetlił błysk. Pracownicy portu i marynarze ze statków przycumowanych w Basenie Polskim ujrzeli spadający do Bałtyku niezidentyfikowany obiekt latający. Czy było to UFO, czy fragment amerykańskiego satelity szpiegowskiego? Do dziś ta sprawa pozostaje niewyjaśniona.

Była szósta rano 21 stycznia 1959 r. Nagle niebo nad wzburzonym morzem w porcie w Gdyni rozświetlił błysk. Pracownicy portu i marynarze ze statków przycumowanych w Basenie Polskim ujrzeli spadający do Bałtyku niezidentyfikowany obiekt latający. Czy było to UFO, czy fragment amerykańskiego satelity szpiegowskiego? Do dziś ta sprawa pozostaje niewyjaśniona.

Fot. Computer Earth/www.shutterstock.com
Fot. Computer Earth/www.shutterstock.com

Podziel się:   Więcej
Choć od tego wydarzenia minęły 52 lata, dyskusja na temat UFO nad Gdynią nadal trwa. Jedni utrzymują, że był to latający talerz, drudzy, że amerykański satelita szpiegowski wyłowiony od razu przez KGB i wywieziony do ZSRR. To, że jednak coś spadło z nieba do basenu nr IV nie budzi wątpliwości. Dwa dni po tym zdarzeniu o UFO nad Gdynią pisał już „Wieczór Wybrzeża”.

„Coś” raczej półkoliste

– Ja i pięciu moich kolegów pracowaliśmy w tym czasie w ładowni. Ten dźwięk przypominał raczej zgrzyt, powstały na skutek tarcia metali. „Coś” było długości około metra, raczej półkoliste niż okrągłe, najpierw różowe, później coraz bardziej czerwieniejące. Woda wytrysła na wysokość 1,5 metra – opowiadał dźwigowy Władysław Kuczyński.

– Miałem wtedy 30 lat. Nagle zrobiło się widno, coś płonącego wpadło do basenu. Pobiegłem na statek „Jarosław Dąbrowski”, zwróciłem się do lukowego z pytaniem, czy coś widział. Potwierdził. To było wielkości dwustulitrowej beczki! – wspominał Stanisław Kołodziejski, pracownik portu.

Dwa dni po niewyjaśnionej do dziś katastrofie do redakcji „Wieczoru Wybrzeża” zadzwoniło małżeństwo Płonczkierów – pracowników gdyńskiego portu. Opowiadali, że około godz. 6 rano 21 stycznia widzieli nadlatujący nad miasto latający talerz. Obiekt zawisł nad miastem, a później spadł do morza.

Dziennik relacjonował: „Zaobserwowany obiekt był dużych rozmiarów i miał kształt koła. Talerz ten był koloru pomarańczowego, jego brzegi zabarwione były na różowo. Obiekt nadleciał od strony miasta i wykonując gwałtowny manewr, jakby chciał uniknąć rozbicia się o ląd, spadł prawie pionowo do wód portu”.

W kolejnym artykule napisano: „Pierwszym, który oficjalnie zgłosił w Kancelarii Miejskiej MO swoje spostrzeżenia był pracownik portu, Jan Blok”.

UFO w Urzędzie Bezpieczeństwa

Świadków tego zdarzenia było jednak niewielu. Do dnia dzisiejszego wielu z nich zmarło. Trudno jest zatem ustalić, z czym mieliśmy faktycznie do czynienia. Spekulacji na temat UFO nad Gdynią pojawiło się bardzo wiele. Jak wynika z relacji jednego ze świadków, z basenu portowego jednak coś wyciągnięto.

– Był to walcowaty pojemnik jakby z folii szklanej, wypełniony rdzawą cieczą o wiele cięższą od wody. Nasze laboratorium bardzo bało się sprawdzić ten pojemnik. Wie pani, po wojnie dno morza usiane było różnymi świństwami. Podejrzewano, że to może być iperyt albo fosgen. Problem został rozwiązany w bardzo prosty sposób: natychmiast pojawił się pracownik Urzędu Bezpieczeństwa, który zabrał znalezisko. I tyle je widzieliśmy – wspomina inż. Alojzy Data z gdyńskiego portu.

Hipoteza, że Niezidentyfikowanym Obiektem Latającym (NOL) zainteresowały się od razu służby bezpieczeństwa Polski oraz ZSRR jest najbardziej prawdopodobna. Ufolodzy twierdzą nawet, że to same służby stworzyły legendę o UFO by ukryć, że w ich ręce dostał się satelita szpiegowski USA. Niektórzy twierdzą, że w tym celu stworzono specjalną historię na wzór rzekomego statku kosmicznego, który miał wylądować w okolicach amerykańskiego miasteczka Roswell, by nie dać Amerykanom pretekstu do szukania szczątków swojego satelity. Zresztą w końcówce lat 50. było mało prawdopodobne, aby służby mocarstw zachodnich legalnie mogły działać w krajach bloku socjalistycznego. Amerykanom też było na rękę nie ujawnianie swoich tajemnic wojskowych związanych z szpiegostwem z kosmosu. Badacze niewyjaśnionych zjawisk sugerują nawet, że na zaangażowanie służb specjalnych w tę sprawę wskazywałaby nagła amnezja wszystkich świadków. Nagle sprawę przestali relacjonować dziennikarze, bo świadkowie zamilkli.

Legenda mówi o zaobserwowaniu nad Trójmiastem jakiegoś NOL-a już po katastrofie. Sugerowano, że szukał on wraku rozbitego UFO. Oficjalnie założono, że w Gdyni doszło do katastrofy UFO, w wyniku której Rosjanie wydobyli potajemnie wrak NOL-a z basenu nr IV i wywieźli do siebie.

Dziwna postać z plaży

Sprawa jednak nie umarła naturalną śmiercią. Choć w Polsce o gdyńskim UFO się nie mówiło, to nasz badacz – Bronisław Rzepecki, który pracował nad wyjaśnieniem tej sprawy – znalazł zapiski w źródłach zachodnich. Otóż opisywały one, że w kilka dni po upadku NOL do basenu gdyńskiego portu, strażnicy portowi znaleźli dziwną postać na plaży. Osobnik nie mówił w żadnym znanym języku i ubrany był w niespotykany uniform. Część jego ciała była spalona, co miało wskazywać, że był ofiarą katastrofy. Ufoludka przewieziono do szpitala uniwersyteckiego i poddano badaniom.

Pierwszą trudnością było rozebranie istoty. Mundur był z nieznanego materiału, którego rozcięcie wymagało użycia specjalnych narzędzi. Badania wykazały, że znaleziona na plaży postać ma zupełnie inny niż ludzi układ narządów wewnętrznych i krwioobieg. Miała również inną od człowieka liczbę palców u rąk i nóg. Na ręku miała dziwną bransoletę. Kiedy ją zdjęto, istota umarła. Podczas badań szpital miał być otoczony przez funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, którzy po śmierci osoby z plaży zabrały ją i wywiozły nie wiadomo dokąd. Jedni twierdzą, że została wywieziona do ZSRR, inni że trafiła do tajnego laboratorium polskich służb specjalnych. Jeszcze inni uznają, że zwłoki trafiły do chłodni jednego ze szpitali w Polsce lub do jakiegoś laboratorium.

O tym, że nie jest to tylko wymysł ludzkiej fantazji mogą świadczyć dokumenty, które odnalazł przy pisaniu pracy doktorskiej jeden z oficerów Szkoły Orląt w Dęblinie. W jednym z tajnych raportów miał znaleźć opis katastrofy UFO w Gdyni oraz znalezienia po niej istoty, która przechowywana jest w inkubatorze w stanie śpiączki. Oficjalnie nikt jednak tej informacji nie potwierdził.

UFO czy szpiegowski satelita

Jest jeszcze inna teoria wydarzeń ze stycznia 1959 r. w Gdyni. Niektórzy badacze twierdzą, że to, co spadło do basenu nr IV, to szczątki amerykańskiego satelity szpiegowskiego – SCORE (Signal Communication by Orbitoid Relay Equipment). Może to oznaczać, że była to pierwsza katastrofa sztucznego satelity Ziemi.

Na początku roku 2005 kontrowersyjny ufolog ukraiński dr Anton A. Anfałow oraz Adam Chrzanowski z Golubia-Dobrzynia cofnęli się do grudnia 1958 r. Przywołali rejestry lotów amerykańskich satelitów z tego okresu. Wskazali na wystrzelonego 18 grudnia satelitę łącznościowego do celów wojskowych Zeta SCORE.

Wystrzelony 18 grudnia z przylądka Canaveral SCORE – jak wynika z materiałów w literaturze specjalistycznej – miał zostać zniszczony właśnie 21 stycznia. Zbieg okoliczności? Miał nadawać na cały świat orędzie świąteczne nagrane przez prezydenta USA Dwighta Eisenhowera.

Satelita był wyposażony w najnowocześniejszy wówczas sprzęt łączności, skonstruowany w Army Signal Research and Development Laboratory pod kierownictwem Advanced Research Projects Agency. Jako rakiety nośnej użyto ICBM Atlas, należącego do US Air Force. Rakietę postanowiono umieścić na orbicie, zaś panel ze sprzętem telekomunikacyjnym zintegrowano z konstrukcją głowicy bojowej tego pocisku. Niska orbita oraz związany z tym krótki okres istnienia satelity (2–3 tygodnie) dawały możliwość nawiązania łączności przez dwie radiostacje położone daleko od siebie w realnym czasie.

Nie powinno zatem dziwić, że szczątkami satelity od razu zainteresował się polski i radziecki wywiad. Blok socjalistyczny rywalizował wówczas ze Stanami Zjednoczonymi w podboju kosmosu. Rok przed wystrzeleniem SCORE Rosjanie posłali na orbitę okołoziemską swoje Sputniki 1 i 2. Jednak SCORE był najnowszym krzykiem amerykańskiej technologii kosmicznej. Rosjanie nie przepuściliby takiej gratki, jak jego zbadanie. Wprawdzie ze źródeł amerykańskich wynika, że SCORE przed zniszczeniem był obserwowany nad Pacyfikiem w okolicach wyspy Guam, to – jak twierdzą niektórzy badacze – nie można tym informacjom do końca ufać.

Sprawa UFO nad Gdynią nie została wyjaśniona. Bez odpowiedzi pozostaje pytanie czy do basenu nr IV spadł NOL, czy szczątki amerykańskiego satelity wojskowego. Czy dla ukrycia rzeczywistych celów socjalistyczne Służby nie zastosowały modelu sprawdzonego w USA, czyli rozpuszczenia nieprawdziwych plotek o UFO, by przykryć badania zdobytych technologii wrogów zza „żelaznej kurtyny”? Przypomina to legendę o katastrofie UFO w Roswell, która przyniosła sławę temu miastu.

(Piotr Ożadowicz, źródło: www.infra.org.pl)