Komendantka. Musiała być kiedyś druhną w harcerstwie, ale się nie przyznaje. To jednak ona rzuca polecenia typu: „Krzysztof siada z tyłu”, „Marcin na razie odchodzi” - i gestem nie znoszącym sprzeciwu wskazuje, gdzie ów ma odejść. W przyrodzie kocha atrakcyjne obiekty – rozpala się do białości na wieść o dziesięciu orłach żerujących na nęcisku, wolnym stadzie żubrów czy rzadkim pająku z jaskini.
Przede wszystkim przyroda to dla niej przygoda. I to każdym calu. Jeżeli w nagrywanej rozmowie z gościem programu nie wyczuje tętna przygody albo jakichś świeżych myśli – rozmowa znajdzie sie w koszu. Nie znosi nudziarstwa i stagnacji. To ona zabiega, by w programie pływało się łodziami, właziło na skały, do jaskiń, brnęło się w błocie, wystawiało się na ukąszenia robactwa. Musi się ciągle coś dziać. Gdy tak jest, dostaje pięknych rumieńców, utwierdzając nas w przekonaniu, że nic tak nie służy rozkwicie kobiecej urody, jak spotkanie z przyrodą. Jako psycholog gasi w zarodku ewentualne konflikty, dyskretnie pociągając różne niewidoczne lejce, do których każdy członek ekipy jest zaprzężony, czy wie o tym, czy nie.
Ma w sobie coś z polującej sowy. Gdy trwa nagranie, siedzi gdzieś zaczajona, a kiedy tylko nagrywani mówcy zaczynają coś plątać spada na nich niczym puszczyk lub płomykówka na ofiarę, rozpędza ich i nakazuje zaczynać od nowa. Ma silne działanie energetyzujące. Można by, na przekór ekologom żywności zwalczającym używki nazwać ją naszym zespołowym red-bullem (którym sama nie gardzi).