Trudno o równie zdziczałego człowieka. Bo pozostaje pełnoprawnym członkiem stada dzików. Tak naprawdę to Marcin jest wielkim chodzącym i bijącym sercem, dobrym dla zwierząt i dla ludzi. Nic dziwnego, że do jego leśnej chaty w pobliżu Brodnicy przyzwyczaiły się całkiem dzikie dziki i oblegają ją gromadnie. Bez żenady przychodzą tu lochy obsypane warchlakami i poważne odyńce. Obcych sie boją, ale nie Marcina. Cóż się dziwić, skoro ostatnio sprowadza dla tej czerady nawet bloki czekoladowe. Pełna rozpusta w świecie zwierząt. Równie szczodry jest dla ludzi. Jeżeli chcesz utrzymać linię, uważaj, bo przy nim utyjesz. Z radością wcale nie proszony, odda Ci część obiadu, a zwłaszcza deseru.
Równie obficie karmi nas duchową strawą. Dzięki dobremu kontaktowi ze zwierzętami może zaoferować widzom programu niezliczone, z żarem i pasją przedstawione opowieści. Doskonały tropiciel. Mistrz obserwacji i szczegółów. Wystarczy, by w plenerze przeszedł kilkadziesiąt metrów, a juz niesie pełną dłoń drobiazgów: kostek, piórek, muszelek, kamyków, które każdy inny uznałby za śmiecie. A on docieka – kto raczył to po sobie zostawić i po co? Równie drobiazgowo opisuje w swych wypowiedziach wygląd i zachowanie zwierząt. Ma dobry kontakt z ich opiekunami. A zwłaszcza z matkami karmiącymi, szczególnie gdy te karmią zwierzęta: młode łosie, dziczki itp. To wszystko wsparte jest imponująca wiedzą po trosze leśnika, po trosze rolnika, a dziś przede wszystkim operatora kamery. Do filmowania przyrody podchodzi z prawdziwie myśliwskim zapałem, ekscytują go niezmiernie wszystkie uciekające trofea. Ale jest też reporterem, rejestrującym ludzkie losy. W ogóle dzięki wszechstronności ma w sobie coś z współczesnego człowieka renesansu. I renesans wokół siebie czyni, zwłaszcza wśród dzików.