Pani Agnieszka urodziła syna na podłodze w łazience. Pomagali jej sąsiedzi, którzy usłyszeli krzyki kobiety. To oni wezwali pogotowie. Gdy przyjechał lekarz, Mateusz już przychodził na świat. Kobietę i dziecko odwieziono do szpitala. Tego samego, z którego godzinę wcześniej została odesłana. Agnieszka Zawiślak mówiła, że ma skurcze co pięć minut, regularne. Lekarz miał stwierdzić, że nie ma miejsc w szpitalu.
U noworodka stwierdzono zapalenie płuc. Mateusz trafił do inkubatora.
Pani Agnieszka przez dwa tygodnie domagała się od szpitala wydania kopii
dokumentacji lekarskiej. Gdy wreszcie ją otrzymała, myślała, że czyta opis
badania innej pacjentki, np. z powodu wpisanego braku skurczy.
Z dokumentacji znikły wyniki badania KTG - jedyny twardy dowód w sprawie.
Pacjentce pozostał tylko fragment, który udało jej się sfilmować telefonem.
Nagranie trafiło już do prokuratury.
Lekarz, który odesłał kobietę do domu, to doświadczony ginekolog. Twierdzi, że
był to jeden z tak zwanych porodów nagłych. Gdzie jest brakująca dokumentacja -
dziś wiele osób chciałoby wiedzieć.
Urszula Bąk