Pakowano go na siłę do szufladki Franka Dolasa, Murgrabiego czy Mańka, który pytał w radiu o „momenty”. A był rasowym aktorem, nazywanym polskim Belmondem. Potrafił grać wszędzie: w filmie, serialu, Teatrze Telewizji i na scenie. A widzowie widzieli tylko jego – właśnie tak, jak chciał Marian Kociniak. Dziś obchodziłby 90. urodziny.