Polacy zatrzymani na Białorusi wrócili do kraju. Byli torturowani

 
 
 
...
 
 
zamknij [x]

Wiadomość została wysłana.

 
  • *
  • *
  •  
  • Pola oznaczone * są wymagane.
Masz kłopoty z odtwarzaniem?
Pomoc

Mężczyźni wrócili w piątek do Polski po tym, jak wypuszczono ich z mińskiego aresztu dzięki interwencji polskiego MSZ oraz ambasady polskiej w Białorusi. Jak powiedzieli, są "poobijani", ale cieszą się że "wrócili bezpiecznie do domu".

Studenci opowiadali o tym, co im się zdarzyło podczas protestów. Według ich relacji, zostali porwani z ulicy przez OMON w centrum Mińska. "Niemal od razu zostałem pobity, niemal do nieprzytomności. Podobnie mój kolega. Wsadzono nas do więźniarki i zabrano na komisariat. A potem trzymano w piwnicy sali gimnastycznej. Tam zaczęły się katowania. Możemy to wprost nazwać torturami, które trwały ponad 15 godzin. Oprócz nas było tam około kilkuset osób, ciągle kogoś wprowadzano i wyprowadzano. Myślę, że na spokojnie przewinęło się przez to miejsce tysiąc osób".

Obaj zwracali uwagę, że ich polskie pochodzenie było przedmiotem dodatkowych represji. "Często z funkcjonariuszy wychodziły ich osobiste antypatie związane z naszym pochodzeniem. Nasze wszelkie prośby były wyśmiewane. Chęć uzyskania pomocy konsula nie miała racji bytu, była wyśmiewana".

"Zapytano mnie, czy jestem Polakiem, podniesiono mnie, podcięto mi nogi, upadłem na twarz i bito mnie pałkami. Jak jakiś strażnik przechodził, mógł mnie uderzyć dodatkowo bez pytania" Studenci zapytani o to, czy poddawano ich propagandowej indoktrynacji, odpowiedzieli twierdząco. "Udzielano nam lekcji na sali gimnastycznej i komisariacie. Pytano nas, kto jest prawdziwym prezydentem Białorusi i największym prezydentem świata, na oba pytania należało jednogłośnie odpowiedzieć, że Aleksandr Łukaszenka" - dodali.

Dzisiaj wzdłuż ulicy Budionnego w Grodnie obok siedziby Związku Polaków na Białorusi i niedaleko Konsulatu Generalnego RP rozciągnął się liczący ponad sto osób łańcuch solidarności działaczy ZPB z ofiarami represji politycznych na Białorusi. W pokojowej manifestacji solidarności z Narodem Białorusi, ciemiężonym przed dyktatora Aleksandra Łukaszenkę, z kwiatami, flagami Polski i chorągiewkami w polskich barwach narodowych stanęli członkowie Zarządu Głównego ZPB na czele z prezes Andżeliką Borys, działacze organizacji z Grodna oraz grodnianie nieobojętni na krzywdę dziejącą się ludziom na Białorusi.

Po niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi, w których, według oficjalnych wyników, po raz kolejny wygrał rządzący od 26 lat Alaksandr Łukaszenka, w wielu miastach tego kraju wciąż trwają protesty przeciw domniemanym fałszerstwom wyborczym. Od ich rozpoczęcia władze zatrzymały, często w brutalny sposób, kilka tys. osób.