Wiadomość została wysłana.
W całym kraju wybory trwają już od piątku, ale obserwatorzy nie mają wątpliwości, że obecny prezydent Władimir Putin zapewni sobie kolejną kadencję przez kolejne sześć lat, ponieważ żadnemu prawdziwemu kandydatowi opozycji nie pozwolono uczestniczyć w wyborach.
Wdowa po niedawno zmarłym liderze rosyjskiej opozycji Aleksieju Nawalnym zachęca Rosjan do zorganizowania protestu przeciwko gospodarzowi Kremla, tworząc długie kolejki przy lokalach wyborczych.
Rosyjscy opozycjoniści za granicą również organizują manifestacje „Południe przeciwko Putinowi”. Jedna z nich odbędzie się także w Wilnie, w skwerze Borisa Niemcowa przed ambasadą Rosji. Władze Wilna wydały zgodę na wydarzenie do 100 osób.
W tym tygodniu planowano zorganizować dwa protesty – wymieniony wcześniej oraz inny, skierowany przeciwko naruszeniom praw osób LGBTQ+ w Rosji, jednak organizatorzy zdecydowali się połączyć je.
Głosowanie odbywa się trzeci rok z rzędu w czasie trwania szeroko zakrojonej wojny Rosji na Ukrainie, a Kreml bezlitośnie tłumi jakąkolwiek rzeczywistą opozycję w kraju.
W. Putin oficjalnie rywalizuje z trzema kandydatami zatwierdzonymi przez Kreml z partii lojalnych wobec niego i jego polityki.
Ukraina i Zachód również potępiają Rosję za organizowanie głosowania w kilku regionach Ukrainy, które Rosja twierdzi, że przyłączyła. Tej aneksji ani Kijów, ani jego sojusznicy nie uznają.
Rosyjska opozycja wzywa Zachód do nieuznawania wyników wyborów.