• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Bądźmy odważne i szalone - rozmowa z Hanną Klepacką

17:00, 18.03.2019
Bądźmy odważne i szalone - rozmowa z Hanną Klepacką Przez wiele lat skupiała się wyłącznie na pracy w teatrze. Jest aktorką, komponuje muzykę do spektakli, reżyseruje i śpiewa. Obecnie podbija serca telewidzów rolą Żabci w „Barwach szczęścia” i pracuje nad wydaniem płyty.

Przez wiele lat skupiała się wyłącznie na pracy w teatrze. Jest aktorką, komponuje muzykę do spektakli, reżyseruje i śpiewa. Obecnie podbija serca telewidzów rolą Żabci w „Barwach szczęścia” i pracuje nad wydaniem płyty.

Bądźmy odważne i szalone  - rozmowa z Hanną Klepacką
Bądźmy odważne i szalone - rozmowa z Hanną Klepacką

Podziel się:   Więcej
W 1997 zagrałaś w komedii „Kochaj i rób, co chcesz”, a potem przepadłaś jak kamień w wodę. Przez wiele lat nie występowałaś w filmach i serialach. Gdzie się podziewałaś?
To były inne czasy. Nie wiedziałam, jak poruszać się w tym świecie. Po roli w „Kochaj i rób, co chcesz”, nie dostałam żadnej propozycji, nikt ze mnę nie rozmawiał, więc uznałam, że pójdę do teatru, żeby grać i poznawać ludzi. Mój tata był bardzo chory, chciałam być blisko rodziny, więc przeniosłam się do Teatru Lubuskiego w Zielonej Górze, gdzie przez wiele lat pracowałam na etacie. Urodziłam dwójkę dzieci i rozwijałam się artystycznie. Zaczęłam wyjeżdżać do różnych miast w Polsce, współpracowałam z wieloma twórcami. Rozwinęłam skrzydła.

Na różnych polach. Jesteś aktorką, scenarzystką, komponujesz muzykę, reżyserujesz i śpiewasz.
Jestem aktorką od wielu lat i przechodziłam różne etapy. Niegdyś miałam pretensje do reżyserów i dyrektorów teatrów, że wybierają nieodpowiednie teksty, że zapraszają do współpracy nie tych ludzi, z którymi uważałam, że warto pracować, a w efekcie powstają złe spektakle. Byłam w wiecznym konflikcie z zawodem, który kocham. Myślę, że jest wielu aktorów niezadowolonych z zadań, które dostają. Poczucie niewykorzystanego potencjału nie mija, tylko z czasem narasta, a pasja staje się udręką. Postanowiłam sama sobie te zadania wyznaczać i realizować je w zgodzie ze sobą. Tym sposobem zaczęły pojawiać się kolejne zajęcia obok aktorstwa.

To, czym się zajmuję, jest w dużej mierze wypadkową potrzeb ludzi, z którymi się znam i z którymi pracuję. Tak się stało z muzyką w teatrze. Przed laty otrzymałam propozycję napisania muzyki do spektaklu „Paw Królowej – Opera praska” Doroty Masłowskiej w reżyserii Jacka Papisa. Bardzo się przed tym broniłam, bo nie chciałam porywać się na coś, do czego nie byłam przygotowana ani psychicznie, ani rzemieślniczo, mimo że mam wykształcenie muzyczne. Odmówiłam, ale świat na mnie naciskał, że muszę to zrobić i ostatecznie uległam. Dostałam za tę muzykę wyróżnienie podczas Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. To miało dla mnie wartość symboliczną. Zostałam nagrodzona za to, że pokonałam lęk. Muzykę do kolejnego spektaklu tworzyłam z innym nastawieniem.
Czego szukasz w sztuce?
Muszę wierzyć w wartości, które niesie spektakl, muzyka, serial, film czy rola. Jako odbiorca chcę być szanowana, chcę szczerości, więc sama swojego widza szanuję. W sztuce szukam życia, a w życiu – sztuki.

Sztuka może nam pomóc w poruszaniu trudnych tematów, dotknąć czegoś, co jest enigmatyczne, może też wytwarzać nowe krajobrazy, nowe światy. Nie potrafimy ze sobą rozmawiać, unikamy rozmów o seksie, emocjach, o sobie. Gdy zapominamy o instynkcie i nie słyszymy sygnałów, które wysyła nam nasze ciało i świat dookoła, jesteśmy zniewoleni przez własny umysł. Nikt nas nie nauczył odczytywania tych sygnałów. Poddajemy się treningowi fizycznemu, a możemy także mentalnemu, duchowemu. Teatr, film, performance i wszystkie inne formy wypowiedzi artystycznej mogą nas uwrażliwić, coś w nas odkryć. Nieustanie ćwiczę uwalnianie się od myśli, które powstają w wyniku nawyków i oczekiwań innych wobec mnie. Chcę żeby nie miały nade mną władzy, również podczas pracy twórczej.

Jakie wartości dostrzegasz w Żabci, którą grasz w „Barwach szczęścia”?
Gramy z Sebastianem Stankiewiczem (Ryszard – przyp. aut.) przerysowane postaci, które nie wstydzą się być niedoskonałe. To dla mnie największa wartość. Jeśli żyli w biedzie, a nagle w ich życiu pojawiły się pieniądze, zachłyśnięcie się nimi jest naturalne. Nie znam tego z autopsji, ale jestem sobie w stanie wyobrazić, że może tak być (śmiech). Rozumiem moją bohaterkę i zawsze staram się jej bronić, mimo że popełnia błędy. W nowych odcinkach Rysiek się rozpije i zacznie sięgać po narkotyki, żeby poradzić sobie z presją związaną z karierą muzyczną. Żabcia będzie go naciskać, żeby działał, koncertował i zarabiał. To są ich słabości, ich droga. Szybko wyciągają wnioski, dostosowują się, zmieniają. Gdy ona upadnie, on ją podniesie, a gdy upadnie on, ona zawsze będzie przy nim.

Prawdziwa miłość?
Nie wiem, czym jest prawdziwa miłość... Jeżeli Żabcia i Rysiu się kłócą, to nie po to, by się zranić, tylko żeby sobie coś wyjaśnić. Potrafią sobie wybaczać, wspólnie podejmują nowe wyzwania, lubią razem spacerować, pracować, tańczyć, jeść. Po prostu lubią ze sobą być, więc to chyba miłość. Bywa, że między nimi nie jest kolorowo, ale nie odpuszczają, dbają o ten związek, chcą żeby trwał. Takie przesłanie mi wystarczy. Mam poczucie, że robię coś dobrego i nie ma znaczenia, że moja bohaterka jest kobietą, która ubiera się w panterkę i wężową skórę. Właśnie bardzo dobrze! Bądźmy odważne i szalone. Odważnie się ubierajmy, z odwagą popełniajmy błędy i kochajmy jak szalone. Żabcia może mieć nawet pióra w tyłku; broni miłości, marzeń i siebie.
Widać, że granie tej postaci sprawia ci wielką radość.
Gdy poznałam Sebastiana Stankiewicza, od razu połączyła nas nic porozumienia. Potem zaczęliśmy poznawać innych ludzi na planie, z którymi tworzymy zgraną ekipę. Orina Krajewska (Celina – przyp. aut.), Marek Molak (Hubert – przyp. aut.), Agnieszka Mrozińska (Mariola – przyp. aut.) czy Ela Romanowska (Aldona – przyp. aut.) to świetni ludzie. Lubimy się, pomagamy sobie; wspólna praca sprawia nam ogromną radość, co - mam nadzieję - przenosi się na ekran. Stworzyliśmy już dwie piosenki Ricardo, a powstaje trzecia; znakomicie się przy tym bawimy.

Świetnie odnalazłaś się w skórze Żabci, widzowie uwielbiają twoją bohaterkę. Czy przykłada się to na propozycje zawodowe?
Zagrałam w serialu „Ślepnąć od świateł”, ale nie wiem, na ile wiąże się to z „Barwami szczęścia”. Niedługo rozpoczynam zdjęcia do ciekawego projektu filmowego. Cieszę się na to spotkanie, bo będę pracowała z wybitnym aktorem. Ponadto w lipcu odbędzie się premiera płyty, nad którą teraz pracujemy z moim zespołem. Będą też koncerty. Szczegóły wkrótce.

Jesteś zadowolona z ponownej przeprowadzki do Warszawy?
Gdy po latach wróciłam do Warszawy, na początku trafiłam do Jagi Hupało. Oglądałam gazety kolorowe, a ona zadała mi pytanie: Na której okładce chciałabyś być? Odpowiedziałam, że na każdej. Chcę żeby kobiety, dzięki temu, że opowiem im swoją historię, miały odwagę zmieniać swoje życie. Przez lata odpowiedzialność za to, co się dzieje w moim związku i relacji ze światem przerzucałam na instytucje, w których pracowałam, państwo, które decyduje o wielu rzeczach, współpracowników i partnera. Byłam przeświadczona, że to oni są winni temu, że jestem nieszczęśliwa. Gdy przeniosłam się do Warszawy, miałam skończone czterdzieści lat, dwójkę dzieci i byłam bez pracy. Okazało się, że nie mam na kogo zwalać odpowiedzialności i zrozumiałam, że wszystko, co się stanie, zależy ode mnie. To banalne; dzisiaj zastanawiam się, jak mogłam tak późno na to wpaść. Przeszłam przemianę, która dała mi luz, wolność i może prowadzić do dalszych wspaniałych zdarzeń.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski