• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Zawsze widziałam, czego chcę - rozmowa z Emilią Warabidą

08:00, 09.04.2019
Zawsze widziałam, czego chcę - rozmowa z Emilią Warabidą Przeniosła się do Warszawy z rodzinnego Zambrowa, gdy miała piętnaście lat. Trenowała skok o tyczce, robiła karierę jako modelka i wygrała wiele wyborów miss, ale od zawsze najbardziej fascynuje ją aktorstwo. Od ośmiu lat gra Lidkę w „Barwach szczęścia”, która w ostatnich tygodniach dostarczyła telewidzom wielu emocji.

Przeniosła się do Warszawy z rodzinnego Zambrowa, gdy miała piętnaście lat. Trenowała skok o tyczce, robiła karierę jako modelka i wygrała wiele wyborów miss, ale od zawsze najbardziej fascynuje ją aktorstwo. Od ośmiu lat gra Lidkę w „Barwach szczęścia”, która w ostatnich tygodniach dostarczyła telewidzom wielu emocji.

Zawsze widziałam, czego chcę - rozmowa z Emilią Warabidą
Zawsze widziałam, czego chcę - rozmowa z Emilią Warabidą

Podziel się:   Więcej

Niedawno obchodziłaś piękne, okrągłe urodziny. Jak wygląda życie po czterdziestce?
Imprezę urodzinową zorganizowała mi moja siostra razem z mężem; oglądaliśmy między innymi film o odważniej dziewczynce Emilce, która wkraczała w dorosłość. Te urodziny dały do myślenia moim przyjaciołom, rodzinie i mnie. Mój tata zawsze powtarzał, że to najpiękniejszy wiek i tego się trzymam.

Co przed laty robiła odważna dziewczynka Emilka?
Gdy byłam w podstawówce, miałam sklep zoologiczny w Zambrowie, skąd pochodzę. Wyhodowałam czterdzieści chomików, osiem świnek morskich, króliki angory. To była działalność niezarejestrowana. Przychodziły do mnie dzieci z całego miasta, żeby kupować zwierzątka. W tamtych czasach nie było takich sklepów na każdym kroku, trzeba było jechać do Białegostoku czy Ostrołęki. Oprócz tego oddałam się sportowi.

Co trenowałaś?
Próbowałam wielu dyscyplin, to był czas poszukiwań. Skakałam w dal, biegałam, grałam w koszykówkę, przez chwilę trenowałam karate shotokan. Gdy miałam piętnaście lat, siostra zapisała mnie na wybory Miss Lata z Radiem, w których zaszłam bardzo wysoko. Przygotowywałam się do nich w Warszawie. Spędziłam w stolicy kilka tygodni i pomyślałam, że fajnie byłoby tam zostać. Zdałam egzaminy do liceum sportowego i się przeprowadziłam. Ponad cztery lata trenowałam skok o tyczce.

Startowałaś w zawodach? Myślałaś poważnie o karierze sportowej?
Jeździłam na zawody, startowałam w Mistrzostwach Polski juniorów, gdzie rywalizowałam między innymi z Moniką Pyrek i Anią Rogowską, które potem świetnie radziły sobie na arenie międzynarodowej. Sport zszedł u mnie na drugi plan, gdy w drugiej klasie liceum dostałam się do najlepszej agencji modelek - Model Plus. Zaczęłam zarabiać, weszłam w dorosłe życie i po jakimś czasie przestałam trenować. Moja ówczesna sytuacja była ciężka, musiałam radzić sobie sama. Mama zmarła, gdy miałam osiem lat, rodzona siostra odeszła w wieku dwunastu lat, tata też zmarł przedwcześnie.

Jak sobie radziłaś jako modelka?
Ten świat nie był usłany różami. Byłam młodą dziewczyną bez opieki, dookoła czyhało mnóstwo pokus, dużo osób chciało wykorzystać sytuację. Starałam się uważnie selekcjonować znajomości, żeby nie zejść na złą drogę. Zawsze wiedziałam, czego chcę, co bez wątpienia pomogło mi uniknąć kłopotów. Wygrałam wiele wyborów miss, pewnie osiągnęłabym w modelingu więcej, ale odrzucałam propozycje wyjazdów kontraktowych do Mediolanu i innych miast europejskich. Wiedziałam, że jeśli zdecydowałabym się na taki krok, bardzo trudno byłoby mi pogodzić pracę z nauką. Gdy przestałam trenować skok o tyczce, trochę przytyłam i w jednej z agencji usłyszałam, że mam sobie zrobić przerwę i wrócić do wagi sprzed kilku miesięcy. Zrozumiałam, że to nie dla mnie, obraziłam się i zrezygnowałam.

I postanowiłaś spróbować sił w aktorstwie?
Pracowałam w public relations i jako handlowiec. Potem zostałam zauważona na ulicy i zaproponowano mi angaż w agencji Mango Models, z którego skorzystałam. Jednocześnie uczyłam się aktorstwa w Warszawskiej Szkole Filmowej. Nie chciałam iść do szkoły państwowej, bo zawsze uważałam, że nauka podstaw tego zawodu to tylko część sukcesu. Drugim, równie ważnym elementem są przeżycia, psychika i emocjonalność, które wykorzystuje się na planie czy scenie. Zawsze podobało mi się aktorstwo, ale zdawałam sobie sprawę, że trudno się w nim wybić. Do tej pory nie zrobiłam dema aktorskiego, tylko przez chwilę byłam w agencji aktorskiej. Nie chciałam chodzić w nieskończoność do reżyserów castingów i o sobie przypominać, za wszelką cenę walczyć o role. Gdy mój synek miał dwa miesiące, dostałam propozycję teatralną, ale ją odrzuciłam, bo chciałam skupić się na macierzyństwie. Pomyślałam, że scena poczeka, że to nie jest w tej chwili najważniejsze. Dziękuję Bogu, że mogłam poświęcić się synkowi i jednocześnie pracować. Teraz widzę, że to procentuje; jesteśmy bardzo zżyci. Biorąc pod uwagę te wszystkie zależności, doceniam to, co osiągnęłam zawodowo.

Od ośmiu lat jesteś związana z serialem „Barwy szczęścia”. Fantastyczna przygoda!
Zdecydowanie! Początkowo Lidka była rolą epizodyczną, dopiero z czasem przerodziła się w większą, co mnie niezmiernie cieszy. Gdy miałam pierwsze sceny na planie, bardzo pomogła mi Kasia Glinka (serialowa Kasia Górka – przyp. aut.). Wspierała mnie, nigdy nie chciała mnie zdominować podczas ujęcia, co się zdarza wśród aktorów. Jestem jej za to wdzięczna; to cudowna osoba.

W ostatnio wyemitowanych odcinkach Lidka dostarczyła widzom wielu emocji. Jak potoczą się jej losy w najbliższej przyszłości?
Wszystkie objawy tężyczki, na którą zachorowała Lidka, były bardzo ciekawe do zagrania. Niepohamowana agresja, wahania emocjonalne, drgawki, charakterystycznie wykrzywione dłonie. Miałam ostatnio na planie sporo wyzwań; bez wątpienia pomogła mi świadomość ciała. Przypuszczam, że Lidka zmieni się pod wpływem ostatnich wydarzeń, pewnie będzie do nich wracać i nie wybaczy sobie swojego zachowania, mimo że było wywołane chorobą. Lidka cały czas będzie trenerką grupy młodzieżowej, będzie pracowała w klubie fitness Reginy (Kamila Kamińska – przyp. aut.), a dodatkowo jej mąż otworzy kolejny lokal, tym razem z wegańskim jedzeniem. Ponadto w jej życiu znowu pojawi się Renata (Anna Mrozowska – przyp. aut.); Radek, mimo wątpliwości Lidki, zatrudni ją w Feel Good.

Twoja postać w „Barwach szczęścia” się rozwija, świetnie dajesz sobie radę na planie. Może warto pójść na całość i postawić tylko na aktorstwo?
Gdy jestem na planie, czuję się na swoim miejscu. Mam poczucie, że podczas zdjęć daję z siebie dwieście procent. Aktorstwo sprawia mi radość, ale może jest tak dlatego, że mam inne zajęcia zawodowe, a co za tym idzie odskocznię? Biorę udział w różnych warsztatach aktorskich, rozwijam się i czuję gotowa na więcej. Korci mnie, żeby postawić kolejny krok – znaleźć agencję, poszukać kolejnych ról. Z drugiej strony mam plany biznesowe i inne pomysły na siebie, bo nie lubię się ograniczać. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość; najważniejsze, by podejmować decyzje w zgodzie ze sobą.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski