• Wyślij znajomemu
    zamknij [x]

    Wiadomość została wysłana.

     
    • *
    • *
    •  
    • Pola oznaczone * są wymagane.
  • Wersja do druku
  • -AA+A

Jestem analitykiem życia - rozmowa z Kamilą Kamińską

16:50, 18.03.2019
Jestem analitykiem życia - rozmowa z Kamilą Kamińską Jest jedną z najbardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia. W 2017 roku na FPFF w Gdyni otrzymała nagrodę za debiut aktorski, a 25 marca na ekrany kin wejdzie film „Miłość i Miłosierdzie”, w którym gra świętą siostrę Faustynę. Serca telewidzów podbija rolą tajemniczej Reginy w serialu „Barwy szczęścia”.

Jest jedną z najbardziej obiecujących aktorek młodego pokolenia. W 2017 roku na FPFF w Gdyni otrzymała nagrodę za debiut aktorski, a 25 marca na ekrany kin wejdzie film „Miłość i Miłosierdzie”, w którym gra świętą siostrę Faustynę. Serca telewidzów podbija rolą tajemniczej Reginy w serialu „Barwy szczęścia”.

Jestem analitykiem życia - rozmowa z Kamilą Kamińską
Jestem analitykiem życia - rozmowa z Kamilą Kamińską

Podziel się:   Więcej
Odnoszę wrażenie, że twoja kariera aktorska przebiega tak, jakbyś ją dokładnie zaplanowała.
Naprawdę? Rzeczywiście dawno temu pomyślałam, że warto iść przez życie zawodowe małymi krokami, ale jestem daleka od stwierdzenia, że wszystko zaplanowałam. To naturalny proces, w który tylko w pewnym stopniu mogę ingerować. W tej branży można planować, coś sobie założyć, a życie wszystko weryfikuje. Zajmowałam się arteterapią, pedagogiką, pantomimą, byłam harcerką. Próbowałam i doświadczałam, bo cały czas szukałam tego, czym chcę się zajmować. Podążałam za tym, co czuję, choć robiłam to na przekór racjonalnym przesłankom, bo świat mówił mi, żebym się na czymś skupiła.

Czy pamiętasz moment, w którym postawiłaś na aktorstwo?
W dzieciństwie miałam różne pomysły. Chciałam być żołnierką, ponieważ podobały mi się manewry wojskowe na poligonie, ale szybko o tym zapomniałam (śmiech). Marzyłam, żeby zostać łyżwiarką figurową, lekarką albo introligatorką, bo spędzałam wakacje u dziadka, gdzie znajduje się drukarnia mojej cioci i wujka. Lubiłam składać gazety, szyć książki, jedną nawet napisałam. Pasja aktorska kiełkowała we mnie przez lata. Brałam udział w konkursach recytatorskich, byłam w różnych amatorskich, eksperymentalnych grupach teatralnych, podobało mi się wcielanie w różne postaci, ale długo nie traktowałam tego poważnie. Czułam, że mam misję, starałam się robić dużo dobrego dla ludzi. W pewnym momencie moja energia na takie działania zaczęła się wyczerpywać. Pasja to nie jest studnia bez dna - żeby inspirować i pobudzać wyobraźnię innych, potrzebuję skrzydeł. Po drodze dostałam kilka impulsów, które dały mi do myślenia, ostatecznie postawiłam na aktorstwo i poszłam do szkoły teatralnej. W związku z tym musiałam zrezygnować z harcerstwa, z którym byłam związana dwanaście lat. To była trudna decyzja, bo bardzo poważnie podchodziłam do służby, a jej idee nadal są mi bliskie. Byłam harcerką orlą, przewodniczką, parę razy pełniłam obowiązki komendantki obozu; mundur nadal wisi w szafie.

Jak dziś, pięć lat po ukończenia wydziału aktorskiego Łódzkiej Filmówki, oceniasz swoją ścieżkę zawodową?
Jestem zadowolona, wszystko idzie tak, jak ma iść, choć brakuje mi teatru. Co prawda gram monodram „Kobiety Karamazow” w reżyserii Jolanty Juszkiewicz w Kropka Theatre, ale na nowe spektakle na razie nie mam czasu, bo dużo pracuję przed kamerą. Gdyby przed laty ktoś mi powiedział, że w 2019 roku będę występowała w dwóch serialach codziennych, nie uwierzyłabym. Sądziłam, że skupię się głównie na pracy w teatrze, ale życie zaskakuje. Pamiętam słowa Krzysztofa Zanussiego, który mówił, że trzeba robić to, co przynosi los, bo wtedy człowiek się rozwija.
Każde spotkanie zawodowe, kolejna rola mogą stworzyć nowe możliwości.
Gdybym pochopnie odrzucała propozycje, żyłabym wyobrażeniami. Zawsze myślę, gdzie rola może mnie zaprowadzić. Rozważam za i przeciw, a jeśli ktoś oferuje mi zagranie postaci, jakiej dotąd nie grałam, przyjmuję ją. Do tej pory biorę udział w niezależnych etiudach. Ostatnio pracowałam na planie dyplomu operatorskiego Mateusza Czuchnowskiego, bo uważałam, że to będzie inspirujące spotkanie. Pieniądze to nie wszystko. Wygląda na to, że w jakimś stopniu podchodzę do życia racjonalnie. Można powiedzieć, że jestem analitykiem życia (śmiech).

Jaka była twoja pierwsza myśl, gdy otrzymałaś propozycję roli w „Barwach szczęścia”.
Czułam, że to będzie dla mnie dobry krok, ale potem przyszło zawahanie. Ta propozycja pojawiła się niedługo po Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, gdzie dostałam nagrodę (za profesjonalny debiut aktorski; rola w filmie „Najlepszy” – przyp. aut.). Ostateczną decyzję podjęłam po koleżeńskiej rozmowie ze świętej pamięci Lucyną Kobierzycką, która powiedziała mi - „Brać tę rolę! tylko dobrze zagrać”.
Jestem zadowolona z tej współpracy. Regina to interesująca postać - z jednej strony silna, z drugiej wrażliwa. W najbliższych odcinkach dużo wydarzy się w jej życiu. Będzie robić kolejne interesy, tym razem z Borysem (Jakub Wieczorek – przyp. aut.), podniesie się ze zgliszczy żałoby po śmierci męża i na nowo zacznie wierzyć w sens życia. Pojawi się też wątek kryminalny; Regina będzie miała przygody niczym dziewczyna Bonda (śmiech). Moją bohaterkę z poważnej opresji uratuje Franek (Mateusz Banasiuk – przyp. aut.), który - niczym anioł stróż - pojawi się we właściwym miejscu i o właściwej porze. Później dojdzie do tragicznego zdarzenia z jego udziałem, co da mojej bohaterce do myślenia. Zorientuje się wtedy, że go kocha.

Czy to będzie odwzajemnione uczucie?
Regina wiele przeżyła, długo była związana z jednym mężczyzną, który umarł w dramatycznych okolicznościach, a teraz pojawił się taki... chłoptaś, który zawróci jej w głowie. To bardzo ciekawy wątek. Wydaje mi się, że moja bohaterka trochę się przy nim wyluzuje, nabierze dystansu do przeszłości. Ta relacja ma potencjał, z przyjaźni przerodzi się w coś więcej. Oczywiście do pełni szczęścia daleka droga, bo o względy Franka będzie zabiegała Celina (Orina Krajewska – przyp. aut.), a Reginą zainteresuje się Piotr (Piotr Jankowski – przyp. aut.)
Co jeszcze dzieje się w twoim życiu zawodowym?
25 marca odbędzie się premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego „Miłość i Miłosierdzie”, w którym gram świętą siostrę Faustynę Kowalską. Pierwszy publiczny pokaz filmu odbył się piątego marca w Watykanie. Wcielanie się w tak wyjątkową osobę było dla mnie wspaniałym wyzwaniem. Bardzo dobrze czułam się w habicie. Gdy go zakładałam, natychmiast wczuwałam się w rolę. Na planie kilka razy usłyszałam, że powinnam wstąpić do zakonu, ale na razie wybieram powołanie do małżeństwa (śmiech).

Doszły mnie słuchy, że otwierasz ze znajomymi studio fotograficzne. Czy to prawda?
Tak, otwieramy w Warszawie studio fotograficzne Studio Sztos. W naszym zamierzeniu to będzie miejsce spotkań artystycznych. Zamierzam organizować tam warsztaty aktorskie dla dzieci z Agnieszką Mrozińską, która gra Mariolę w „Barwach szczęścia”. Uwielbiam ją, jest bardzo pozytywną osobą i ma niesamowitą energię; świetnie się uzupełniamy. Ponadto na przełomie kwietnia i maja jadę na festiwal do Armenii z monodramem „Kobiety Karamazow”, w czerwcu czekają mnie zdjęcia na planie niezależnego filmu krótkometrażowego – ekranizacji jednego z opowiadań Stanisława Lema, a w planach jest także podróż po Stanach Zjednoczonych, Brazylii i Meksyku z filmem „Miłość i Miłosierdzie”.
Super, że się spotkaliśmy i spokojnie porozmawialiśmy, bo uświadomiłam sobie, ile dzieje się w moim życiu i że to wszystko ma ogromną wartość. Na co dzień się nad tym nie zastanawiam, bo skupiam się na działaniu.

Rozmawiał: Kuba Zajkowski